Rockserwis.fm
Matecznik dźwięków niebanalnych
Przed chwilą
Za chwilę
Zaloguj się
O nas
Jak słuchać radia
Ramówka
Audycje
Ludzie
Co było grane
Podcasty
Gadżety
Wesprzyj nas
Wydarzenia
Koncerty
Recenzje
Relacje
Galerie

Recenzja

JAGA JAZZIST

Pyramid

07.08.2020

Ocena:
★★★★★★★★★★

autorka:
Aleksandra Wojcińska

blog autorki:

https://miedzyuchemamozgiem.blogspot.com/

Śledząc dotychczasowe dokonania Jaga Jazzist można stwierdzić, że grupa nie boi się wyzwań. Przez lata muzycy stworzyli swój własny styl, na pograniczu post-rocka, artrockowej pejzażowości, ambitnej elektroniki i jazzowo-psychodelicznych odjazdów. Mimo że osiągnęli już naprawdę wiele, wciąż czują się razem świetnie i poszukują nowych środków wyrazu, co słychać na nowym materiale norweskiego kolektywu, który powraca po pięciu latach przerwy i znów zaskakuje.

Album został wydany nakładem Brainfeeder, niezależnej wytwórni Flying Lotusa. Wpływ jednego z najciekawszych współczesnych producentów specjalizujących się w muzyce elektronicznej jest tu niebagatelny. Dzięki tej współpracy muzycy ograniczyli swoje zapędy eksperymentalne i postawili przede wszystkim na melodyjność i stopniowe budowanie klimatu, zastępując szerokie spektrum instrumentalne i stricte jazzowe odjazdy zabawą z elektroniką.

Tym razem jest bardziej refleksyjnie, stonowanie i urokliwie, choć nie brakuje też elementów dynamicznych, porywających do tańca. Kompozycje płyną, relaksując słuchacza i przynosząc chwilę oddechu. To płyta, która spodoba się miłośnikom brzmień spod znaku polskiego Skalpela oraz jazzującej elektroniki. To w dużej mierze raczej muzyka do kontemplacji niż do tańca, wyważona i delikatna, choć gdzieniegdzie zaskakująca ciekawym, energetycznym zwrotem akcji, który może wybudzić z hipnozy i porwać do szaleństwa. Sprawdzi się idealnie jako towarzysz spotkania w gronie przyjaciół, codziennych zajęć, czy też jako ścieżka dźwiękowa do wieczornego wypoczynku.

Na "Pyramid" znajdziecie jedynie cztery kompozycje i niespełna czterdzieści minut muzyki. To z jednej strony niewiele patrząc na poprzednie dokonania grupy, z drugiej zaś długość odpowiednia dla osoby, która właśnie od tej płyty rozpoczyna swoją przygodę z zespołem. To album bardzo przystępny, który pozostawia po sobie bardzo miłe wrażenie i zachęca do dalszego odkrywania bogatej twórczości grupy.

"Tomita" rozwija się powoli - do niespiesznie snującej się melodii stopniowo dołączają instrumenty dęte i elektroniczny puls. W tle pobrzmiewają urokliwe chórki. Wstęp do "Spiral Era" urzeka psychodelicznymi klawiszowymi pasażami i post-rockowym podejściem do struktury kompozycji. To fajna muzyka do nieskrępowanego podrygiwania, kołysania się na kanapie, czy też bezwiednego tupania nóżką.

Delikatność i melancholia zawarte głównie w melodii gitar powracają w "The Shine", tocząc dialogi z pełnymi tajemniczości i narastającego napięcia partiami syntezatorów i perkusji. Taneczny, transowy rytm to natomiast domena końcowego "Apex", któremu najbliżej do poprzednich dokonań grupy. Ta kompozycja odstaje nieco od trzech poprzedzających ją, wyłamując się z nostalgicznej aury na rzecz dyskotekowych szaleństw.

Jaga Jazzist nie sprawiają swoim fanom muzycznych niespodzianek zbyt często. Wydają płyty co kilka lat, tym bardziej warto więc cieszyć się nowym materiałem Norwegów. Nie jest to co prawda muzyka wybitnie odkrywcza i przełomowa, jednak pozostawia w pamięci bardzo ciepłe wspomnienia.

(blog autorki: https://miedzyuchemamozgiem.blogspot.com)

Używamy plików cookies w celu ułatwienia korzystania z naszej strony.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich wykorzystywanie.