logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
OPETH
Pale Communion
25.08.2014
Ocena:
  • Od momentu nawiązania współpracy ze Stevenem Wilsonem (album Blackwater Park z roku 2001) z dużym zainteresowaniem śledzę karierę grupy Opeth, umiejętnie łączącej death metal (którego nie lubię) z rockiem progresywnym (którego chętnie słucham). Pierwsze albumy Szwedów są ciężkostrawne, dopiero produkcja lidera Porcupine Tree zmieniła mocno brzmienie kapeli.


    Dodano wiele elementów, Opeth ograniczył też growling na rzecz normalnego śpiewu, zaś apogeum twórczości osiągnął zdecydowanie progrockowym krążkiem Damnation w 2003 roku. Były tam klimaty charakterystyczne dla rocka progresywnego lat 70-tych, a nad całością unosił się duch King Crimson. Ten styl Szwedzi kontynuowali na płycie Ghost Reveries, a potem zaczęły się schody. Grupa stopniowo odeszła od metalu, a ostatni krążek Heritage z 2011 roku był drugim po wspomnianym Damnation, który w ogóle nie zawierał growlów. Nie miał też nic wspólnego z death metalem, ani z metalem w ogóle. Grupa pożeglowała w stronę rocka progresywnego, co z pewnością budzi niepokój starych fanów. Kryzys wieku średniego? A może wpływ Wilsona jest większy niż można było przypuszczać? Tak czy inaczej dzisiaj Opeth to zupełnie inna kapela i nawet jeśli dla kogoś to wszystko zmiany na plus, to jednak muzyka zespołu mocno straciła na wyrazistości. Dokładnie ten sam grzech dotknął najnowsze dzieło Szwedów Pale Communion, lustrzane odbicie Heritage, której nie miałem okazji recenzować (może to i dobrze...).


    Od napisania kilku słów o nowej muzyce Szwedów już się nie wybronię. Zbyt ważny to zespół, by przemilczeć taką premierę. Co jednak ma zrobić człowiek kochający Genesis, Camel, stary King Crimson i w ogóle rock lat 70-tych, którego nowa płyta Opeth zupełnie nie przekonuje? Nie chodzi o sam warsztat, bo ten jest bez zarzutu. Mikael Åkerfeldt, lider i główny twórca utworów Opeth, śpiewa pięknie jak nigdy dotąd, reszta muzyków gra równie wspaniale, w nagraniach wciąż słychać echa Crimsonów, ale... No właśnie, zawsze jest jakieś ale. Nic po tej muzie nie zostaje. Nie lubię takich albumów, które są sprawnie zagrane, lecz kompozycjom brak wyrazistości. Ekip Frippa też miała masę takich albumów, które niby były świetne, ale ich nie pamiętamy, bo brakowało killerów, a przecież Epitafium czy Red pamięta każdy (a jak nie, to niech się wstydzi). Pale Communion to świetnie zagrany album progresywny... albo: regresywny - zależy, jak na to patrzeć, bo progresji w nowej muzyce Szwedów nie słychać (zresztą sama nazwa "rock progresywny" jest mocno myląca). Są nawiązania do klasyki art rocka (to lepsza nazwa), o czym już pisałem, jest odwrócenie stylistyki o 180 stopni w stosunku do tego, co muzycy grali kiedyś.


    To było widoczne już na Heritage i jeśli ktoś polubił tamten krążek, pokocha i ten nowy.
  • Tym bardziej, że Pale Communion jako całość jest znacznie lepszy - te same klimaty, ale utwory bardziej poukładane, nie ma tu chaosu poprzednika, wszystko brzmi znacznie lepiej i bardziej bogato pod względem aranżacyjnym (produkcja oczywiście Steven Wilson), jest spójnie i na podobnym poziomie. Muzycznie bardzo wysokim poziomie. Kompozycyjnie już nieco słabiej (nagrania sprawiają wrażenie naprędce pozlepianych z krótkich motywów), lecz z każdym kolejnym przesłuchaniem ta płyta lepiej wchodzi. Za czwartym razem nawet potrafię rozróżnić utwory i wymienić te lepsze. Choćby rozbudowana, wielowątkowa, 11-minutowa suita Moon Above, Sun Below, akustyczne cudeńko Elysian Woes, instrumentalny Goblin czy pełen melancholii, wieńczący całość i chyba najlepszy w zestawie Faith In Others. Być może gdy jeszcze kilka razy posłucham, dodam czwartą gwiazdkę, na razie jednak poprzestanę na trzech. Bardzo mocnych trzech. Na czwartą potrzeba czegoś więcej niż sprawne, pełne wirtuozerii granie w stylu klasyków gatunku. Tamci i tak robili to lepiej. Mimo wszystko zabrakło odrobiny kreatywności i kompozycji, które potrafimy zapamiętać. 40 lat temu skomplikowane granie w stylu Gentle Giant robiło większe wrażenie. By the way - konia z rzędem temu, kto wymieni jakikolwiek znany do dziś utwór tamtej grupy...

autor: Tocokocham.com

LISTA UTWORÓW

  • 1. Eternal Rains Will Come 6:43
  • 2. Cusp Of Eternity 5:37
  • 3. Moon Above, Sun Below 10:53
  • 4. Elysian Woes 4:48
  • 5. Goblin 4:35
  • 6. River 7:33
  • 7. Voice Of Treason 8:00
  • 8. Faith In Others 7:41

tagi: opeth / rock / alternatywa

...

patronaty



partnerzy