logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
FLORENCE AND THE MACHINE
How Big How Blue How Beautiful
2015
  • Florence and the Machine to fenomen alternatywnej sceny ostatnich lat, który cieszy się nieustającą sławą praktycznie od początku swojej działalności (2007 rok). Przez lata pracy udało im się sprzedać ok. 5 mln płyt, wygrać kilka ważnych nagród (m.in. Brit Awards w 2009 i 2010 czy MTV Video Music Awards w 2010), nie wspominając już o licznych nominacjach do muzycznych nagród, a tym samym zdobyć fanów na całym świecie. W czym tkwi sekret tego zespołu? Prawdopodobnie w samej Florence – wokalistka posiada hipnotyzujący głos o ciekawej barwie, pisze teksty o dużych walorach literackich, a sama, dzięki swojej ezoterycznej osobowości, fascynuje i sprawia wrażenie świadomej artystki.

    KUP TĘ PŁYTĘ W SKLEPIE ROCKSERWIS.PL

    Obydwa wcześniejsze albumy zespołu (Lungs, 2008 i Ceremonials, 2011) były naprawdę dobre – zawierały ciekawe kompozycje wykorzystujące maksymalnie nie tylko możliwości techniczne samej wokalistki, ale także składu instrumentalnego, który gwarantował ciekawe aranżacje muzyczne. Każda z tych płyt miała swój klimat i atmosferę co sprawiało, że słuchając, nie nudziliśmy się. Podobne oczekiwania miałam co do najnowszego albumu Florence and the Machine How big, how blue, how beautiful. Czy się udało? Czytajmy dalej.

    Pierwszy singel z płyty - What kind of man – był dość obiecujący: energetyczny bit perkusji, wyrazisty riff gitarowy i głębokie chórki sprawiają, że utwór wpada w ucho. Niestety przejścia pomiędzy refrenem a zwrotkami są bez pomysłu, a całość piosenki utrzymana jest na jednym poziomie dynamicznym. Na albumie tym znajdziemy kilka innych utworów zbudowanych na podobnej zasadzie, np. Ship to Wreck czy Third Eye, które według mnie szybko się nudzą. Na szczęście znajdziemy tu też piosenki naprawdę dobre jak: Long & Lost czy Various Storms & Saints – są to utwory spokojne, delikatne i melancholijne, o dużym ładunku emocjonalnym i uczuciowym. Uważam, że głos Florence wybrzmiewa tu zdecydowanie lepiej – bawi się ona dynamiką, podkreślając mocniej miejsca ważne i odprężając końce fraz. Reszta piosenek ma swoje momenty, niekiedy błyszczą one ciekawymi pomysłami, ale brakuje mi w nich szlifierki, która zrobiłaby z nich kolejne diamenty.

    Warto wspomnieć też o tekstach – odnajdziemy w nich raczej smutek, opowieści o problemach w miłości, melancholię, choć wszystko ubrane w ładne i niebezpośrednie słowa. Warto przytoczyć tutaj np. fragment z Long & Lost: Is it too late to come on home?/ Are all those bridges now old stone?/ Is it too late to come on home?/ Can the city forgive? I hear its sad song (Czy jest już za późno, żeby wrócić do domu?/ Czy wszystkie mosty są już spalone?/ Czy jest już za późno, żeby wrócić do domu?/ Czy miasto potrafi wybaczyć? Słyszę jego smutną piosenkę) – słowa te, choć bardzo proste, świetnie oddają nostalgiczny charakter piosenki, pozostawiając dodatkowo szerokie pole do interpretacji.


  • Kończąc, odnoszę wrażenie, że How big, how blue, how beautiful niestety nie dorównuje jakością przedstawioną na Lungs czy Ceremonials. Pomimo bogatej otoczki (warto wspomnieć, że nakręcono 5 teledysków do piosenek z płyty, które łączą się w jedną całość) i pojawiającym się ciekawym pomysłom, ogólnie płyta jest dość monotonna, a momentami nużąca. Zawiera kilka naprawdę dobrych piosenek, dopracowanych do ostatniej nuty, które zwracają naszą uwagę już podczas pierwszego odsłuchania, ale reszta brzmi bardzo podobnie. Myślę jednak, że fani Florence and the Machine będą usatysfakcjonowani, ponieważ wszystko jest utrzymane w podobnym klimacie muzycznym, jak poprzednie utwory, aczkolwiek moim zdaniem brakuje tu świeżości i rockowego przytupu.
autor: Anna Wyżga

tagi: FLORENCE AND THE MACHINE

...

patronaty



partnerzy