logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
MORIAH WOODS
Old Boy
16.09.2019
  • Moriah Woods to artystka nietuzinkowa na polskiej scenie muzycznej. Nie tylko dlatego, że zamieniła tzw. „amerykański sen” na nadwiślańskie Puławy, ale także – a może przede wszystkim – ze względu na prezentowaną twórczość. Wokalistka szerzej zaprezentowała się polskiej publiczności w 2015 r., jako członkini grupy The Feral Trees, z którą wydała jeden album (intrygujący, „dark folkowy”, zatytułowany po prostu „The Feral Trees”), zaś od 2016 r. zdecydowała się kontynuować – zapoczątkowaną jeszcze w Kolorado, wydaną własnym sumptem płytą „Bring the Rain” – karierę solową. W tym właśnie roku ukazał się drugi solowy krążek artystki „The Road to Some Strange Forest”. Natomiast 16 września 2019 r., w dużej mierze dzięki finansowemu wsparciu fanów, Moriah zaprezentowała światu album „Old Boy”.

    W mojej ocenie „Old Boy” to najbardziej dojrzała i przemyślana płyta w dorobku artystki. Nie powinno to szczególnie dziwić, biorąc pod uwagę fakt, iż jest to również wyjątkowo osobisty album. Dziewięć trwających około 37 minut utworów opowiada bowiem o emocjach towarzyszących stracie bliskiej osoby, a główną inspirację stanowił ojciec Moriah, który zmarł, zmagając się z depresją, alkoholizmem i związanymi z tymi chorobami zaburzeniami psychicznymi. Fotografie ojca wokalistki przyozdabiają zresztą zarówno okładkę, jak i grafikę wewnątrz wydawnictwa, nieprzypadkowa jest także data publikacji krążka – 16 września to dzień urodzin Victora Woodsa. Prawdopodobnie dzięki temu osobistemu zaangażowaniu przekaz płynący z ”Old Boy” brzmi tak wiarygodnie, a wyśpiewywane przez Woods utwory zyskują w przytoczonym kontekście jeszcze większej głębi. Warto przy tym odnotować, że płyta serwuje nam emocjonalny rollercoaster – jest tu zarówno ból, cierpienie oraz złość, ale także pogodzenie się ze sobą i ze światem, a w ostatecznym rozrachunku również spojrzenie z nadzieją na przyszłość. Zatem prawdopodobnie za pomocą świadomego zabiegu, Słuchacz ma możliwość przejścia z podmiotem lirycznym występującym na albumie przez wszystkie klasyczne etapy żałoby. Praktycznie we wszystkich kompozycjach dominującą rolę przejmuje pełen pasji, nieco zawodzący (choć niezawodny!) wokal Moriah, uzupełniany o nisko strojone gitary oraz oszczędne, nieco surowe partie perkusji i basu. Dzięki temu zabiegowi cały krążek nabiera cięższego, bardziej melancholijnego klimatu. Bardziej dynamicznie robi się w zasadzie jedynie w „I Can” oraz „I Want to Live” (oba z przekazem nadziei oraz „ku pokrzepieniu”). Pomimo ogólnej oszczędności aranżacyjnej, nie zabrakło miejsca dla przyjemnych dla ucha muzycznych smaczków – tu i ówdzie pojawia się bardzo lubiane przez Woods banjo, w dwóch utworach występują świetne partie instrumentów smyczkowych w postaci skrzypiec i altówki w „Wonder” (w którym występują również uzupełniające brzmienie klawisze) oraz samych skrzypiec w „Black Crow”.
  • Cały album wieńczy natomiast autorska, oniryczna aranżacja wiersza Roberta L. Stevensona „Requiem”, który w mojej ocenie świetnie podsumowuje krążek.

    Jestem daleki od twierdzenia, że „Old Boy” to album, który w jakikolwiek sposób rewolucjonizuje rynek muzyczny. Nie sądzę też, by, wydając go, Moriah Woods chciała dokonywać jakiegoś przewrotu. To bardzo osobista płyta, która niesie jednocześnie wiele wartości uniwersalnych, która dużo zyskuje przy samotnym odsłuchu w domowym zaciszu, przy jednoczesnym zgłębianiu wyśpiewywanych tekstów. Mnie w każdym razie Moriah Woods potrafiła skłonić do refleksji i zadumy, przy jednoczesnym zaczarowaniu swoim talentem wokalno-kompozytorskim. Wiem też, że „Old Boy” będzie albumem, do którego często będę powracał, czego i pozostałym Słuchaczom życzę.

    Michał Rulewicz
    (podniosle.blogspot.com)

autor: Michał Rulewicz

tagi: MORIAH WOODS / Old Boy / 2019

...

patronaty



partnerzy