logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
JOANNA VORBRODT
Ekomuzeum Tkactwa i Barwienia Naturalnego, Chrośnica
25.01.2020



  • Na ostatni XII Ino-Rock chciałem jechać ze względu na jedno nazwisko i jedną nazwę, na Joannę Vorbrodt i Crippled Black Phoenix. O ile CBP mam już w swych koncertowych wspomnieniach to w przypadku Joanny miał to być debiut, ale co się odwlecze to w końcu człowieka i tak dopadnie.


    W pewnym sensie pasuje tu zapowiedź "za siedmioma górami, za siedmioma lasami" bo niby znane wszystkim Karkonosze, widać Śnieżkę i to co na prawo od niej i na lewo od niej, blisko Karpacz, Szklarska Poręba, o Jeleniej Górze nie wspominając, ale są też tu miejsca w których czas się zatrzymał, i nie należy tego odbierać pejoratywnie, bo takie miejsca są bardzo potrzebne. W Chrośnicy funkcjonuje Ekomuzeum Tkactwa i Barwienia Naturalnego, w którego progach pod koniec stycznia, odbył się "jedyny taki koncert" Joanny Vorbrodt. Zaczęło się od ważnego utworu, takiego przenoszącego w inny wymiar, od Suelle. Dalej dwie znane już nowości Rok pod chińskim psem i Karuzela, Listopad (premiera), Kalimba, O północy nad Wisłą, Pomyśl o mnie, Jedyna taka jesień, Zagraj osła, Będę tęsknić, Sailing in the Moonlight (też premiera). Niżej podpisany jest bardzo zadowolony z wybranego zestawu, ale była jeszcze jedna niespodzianka. Po koncercie do Joanny i Romka, a przed publiczność i mikrofon wyszedł właściciel "jedynej takiej sali koncertowej", w pewien sposób, trochę podstępny i jedynie sobie znany sprowokował bis, zaśpiewany przez Joannę w postaci zwrotki, może dwóch "Jej portretu" duetu Kofta/Nahorny. Człowiek siedzi na podłodze, a kolana się uginają.


    Jak to na koncercie: było inaczej niż w nagraniach studyjnych, celowo, po to by było inaczej właśnie. Romek mi potem powiedział, że bardzo lubi koncertować, bo nigdy nie jest tak samo. Dwoje muzyków, instrumentów więcej - jak na sześcioosobowy zespół przynajmniej: gitara, bęben perkusyjny, samlerpad, theremin, flet, kij deszczowy i różne takie do tupania i naciskania stopami i jeszcze… trzy pary butów. Ale najważniejszym instrumentem były struny, dokładniej struny głosowe. Jestem pod wrażeniem możliwości głosowych Joanny Vorbrodt, bo na koncercie, na takim kameralnym koncercie czuć tę moc i te możliwości tak bardziej, po prostu bardziej.


    Małe koncerty, w takich wręcz domowych warunkach mają to do siebie, że nie kończą się tak od razu, jest okazja pogadać o nowej płycie, o tym, jak odebrał ich koncert Mick Moss z Antimatter na ostatnim Ino-Rock'u, z Romkiem o Genesis i w ogóle w końcu się poznać.


    Ale było w tym wszystkim kilka, może kilkanaście ważnych sekund, kiedy Romek tak fajnie poszarpał tę najgrubszą ze strun, kiedy od razu mi się to skojarzyło z brzmieniem Pewnego Fajnego zespołu i jego basisty, który też kiedyś zagrał wśród wulkanów, bo Karkonosze to mało, ten koncert Joanny i Romka odbył się w Krainie Wygasłych Wulkanów.

autor: Tomasz Majcher

Galerie

Joanna Vorbrodt Ekomuzeum Tkactwa i Barwienia Naturalnego, Chrośnica 25.01.2020

więcej >

tagi: JOANNA VORBRODT

...

patronaty



partnerzy