logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
MIDGE URE
Kraków, Fabryka
31.05.2015
  • Koniec maja stał u mnie głównie pod znakiem koncertu Midga Ura, który odbył się w krakowskiej "Fabryce". Słynny wokalista jak i gitarzysta, znany zwłaszcza jako frontman utytułowanego zespołu Ultravox, w ostatnich latach już po raz drugi odwiedził Kraków. Pierwszy raz miałem szczęście być na jego akustycznym koncercie zimą 2009 roku w Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Artysta wówczas urzekał swoją niesamowitą barwą głosu doprawdy niewielką grupkę fanów! Skądinąd wywołało to u mnie wtedy ogromne zdziwienie, gdyż spodziewałem się, że tak wielka postać na muzycznej scenie(występująca od wielu lat) przyciągnie dużo większe rzesze ludzi. Stało się jednak inaczej, ale nie przeszkodziło to w przeżyciu niezapomnianych chwil, nie zabrakło również wzruszających momentów. Mimo niskiej liczby osób znajdujących się na sali, artysta dał z siebie wszystko za co go (chyba nie tylko ja) podziwiam i niezmiernie mu dziękuję.

    MIDGE URE - KUP PŁYTĘ W ROCKSERWIS.PL

    Tym razem Midge przyjechał z całym swoim zespołem i przede wszystkim miłośników wielkiego muzyka było znacznie więcej. Zanim zaczął się koncert, w klubie usłyszeć było można głos Dawida Bowiego wydobywający się z głośników, co sprzyjało dobremu przedkoncertowemu klimatowi - stworzyło idealny grunt pod występ jednego z głównych prekursorów nurtu New Romantic. W momencie kiedy ucichł utwór "Wild Is the Wind" na scenie zameldował się już Midge z pozostałymi członkami grupy. Wywołało to głośny, zatykający uszy aplauz publiczności. Na twarzach wszystkich rysował się uśmiech i ogromne zadowolenie z tego faktu. Długo oczekiwany muzyk złapał za gitarę i zaczęło się! Początek koncertu okraszony był trzema utworami z jego solowych albumów w tym "I See Hope In The Morning Light" z krążka "Pure". Zanim zrobiło się naprawdę noworomantycznie i fani pamiętający lata 80-te (czyli dominująca większość na koncercie)mogli cofnąć się w czasie - Midge ubrany w czarną koszulę pozwolił sobie zapowiedzieć, że teraz jest czas na utwór wieczoru, po czym zabrzmiał "Fade To Grey". Był to swoisty hołd oddany niedawno zmarłej legendzie zespołu Visage i całemu noworomantycznemu światkowi. Publiczność wtedy się bardziej ożywiła. Takie momenty większego pobudzenia sympatyków, którzy przybyli na to wydarzenie, pojawiały się co jakiś czas, zwłaszcza wtedy kiedy prezentowane nam były utwory z repertuaru Ultravox tutaj: "One Small Day", "Love Adventure" czy Passing Strangers".

    Romantyczny Król owego wieczoru mimo swojego wieku poruszał się na scenie jak za najlepszych lat, brakowało tylko pewnych charakterystycznych wówczas atrybutów- słynnych wąsików i stylowej fryzury, na co niestety (chyba)nie może sobie teraz pozwolić.
  • Jednak to co najważniejsze, czyli głos nadal jest ten sam! Dowodem na to był choćby utwór, który musiał się owego wieczoru pojawić - słynna i nieśmiertelna "Vienna"! Midge zabrał nas do miasta "trzech klasyków wiedeńskich" przede wszystkim dzięki niesamowitej i praktycznie niezmienionej barwie wokalnej. Należy zwrócić uwagę, że nie tylko głosem wspaniale operuje frontman Ultravox, ale również elektryczna gitara w jego ręku jest niczym pędzel u impresjonistów chwytających ulotne momenty i szukających najrozmaitszych niezwykłości. Doprawdy niepotrzebna była wyjątkowa sceneria, pełna dymów itd. Z resztą uosabiała ją w dobrej formie sama postać niezwykle sympatycznego Szkota, a Muzyka rekompensowała wszystko! Wielką zagadką jest to, że nie usłyszeliśmy ani jednej kompozycji z najnowszego solowego albumu "Fragile", a przecież tam znajduje się sporo piękna. Może następnym razem, w co głęboko wierze uda się usłyszeć "Dark Dark Night" tudzież utwór tytułowy. Set był dość krótki, a bis tylko jeden, ale za to jaki! Midge pożegnał nas "Hymnem" i "Dancing..."
autor: Kamil Krukowski

tagi: MIDGE URE / NEW ROMANTIC

...

patronaty



partnerzy