logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
SWEVEN
Red Giant to White Dwarf
14.02.2019
  • Sweven to francuski kwintet, o którym mieliście wszelkie prawo do tej pory nie słyszeć, bo powstali trzy lata temu, niedawno ukazała się dopiero ich pierwsza płyta, a w dodatku jest to zespół na razie mocno anonimowy. Dość powiedzieć, że na Facebooku polubiło ich jak na razie niecałe 400 osób, co w obecnych czasach jest pewnym wyznacznikiem popularności lub jej braku. Próżno szukać o nich wzmianki na RateYourMusic czy Discogs, a wspomniany profil na FB oferuje informacje jedynie w języku francuskim. To wszystko tworzy wrażenie, że zespół jest mocno niszowy i znany niezwykle wąskiej grupie słuchaczy. Tyle że oczywiście nijak się to ma do jakości muzycznej. Ba, pójdę dalej – stosunek liczby polubień do muzycznej jakości debiutanckiej płyty tego zespołu to jedna z największych niesprawiedliwości w świecie muzyki w 2019 roku. Trafiłem na nich zupełnie przypadkowo, naprowadzony przez jednego z czytelników tego bloga, za co jestem mu niesamowicie wdzięczny, bo z pełną odpowiedzialnością i przekonaniem stwierdzam, że to jedna z najlepszych płyt, jakie ukazały się i jeszcze ukażą w 2019 roku.

    Red Giant to White Dwarf już na pierwszy rzut oka nie jest typową rockową płytą. Album trwa ponad godzinę, ale zawiera zaledwie pięć kompozycji, w czym największy udział ma utwór ostatni, zajmujący niemal połowę wspomnianego czasu – Lift High the Veil of Maya. Zaczyna się obłędnie od fantastycznego, mrocznego, niezwykle spokojnego wprowadzenia, by po trzech minutach zaatakować tak monumentalnym pieprznięciem, że ciarki gwarantowane. I wcale nie znaczy to, że jest przeraźliwie głośno czy przytłaczająco ciężko. Jednym z wielu atutów tej płyty jest właśnie to, że panowie wcale nie muszą naparzać mocno ani dynamicznie, żeby stworzyć ciężki, gęsty, nieco duszny klimat. Kompozycja kapitalnie się rozkręca, idąc w stronę nieco szybszej, psychodelicznej ścieżki dźwiękowej do czegoś w klimatach Mrocznej Wieży. 27 minut i ani przez moment nie czuję, że może jednak przesadzili, że można by było to skrócić, że robi się nudno. NIE! Nie wyrzuciłbym z tego utworu ani sekundy! Najdłuższa kompozycja oczywiście najbardziej rzuca się w oczy, gdy przeglądamy playlistę albumu, ale siłą tej płyty jest to, że świetnie brzmi w całości i naprawdę trudno tu znaleźć słabe punkty. Płytę rozpoczyna druga najdłuższa kompozycja – (Shades of) The Changing Man. Początek tego utworu od razu wprowadza znakomity klimat – nieco tajemniczy, spokojny, ponownie trochę mroczny. Zresztą można powiedzieć, że dużo na tej płycie śladów właśnie takiej lekko mrocznej, gotyckiej niemal psychodelii. Świetnie do tego klimatu pasuje niski, ciepły głos wokalisty Peio Cachenauta, który ma w sobie coś zarówno z Petera Steele’a, jak i z Iana Astbury’ego czy Jima Morrisona.
  • Bez względu na to, czy śpiewa spokojnie, jak w pierwszych minutach utworu, czy mocniej, jak wtedy, gdy kompozycja na dobre się rozkręca, brzmi to znakomicie.

    Każdy z członków zespołu niewątpliwie ma swoje spore zasługi w tym, że ta płyta tak mi się spodobała, ale obok wokalu w pierwszej kolejności zwróciłem uwagę na partie instrumentów klawiszowych grane przez Nicolasa Armendariza – niezwykle klimatyczne, często potężne i monumentalne, innym razem znowu niezwykle subtelne, klasycznie rockowe, idealnie uzupełniające przestrzeń niezagospodarowaną przez gitarę. Fantastycznie słychać to choćby w Carrion Crows Skydiving –najkrótszym utworze na płycie – w którym dość mocny, choć prosty riff został świetnie skontrastowany z pięknym tłem klawiszy imitujących smyki. Potem wchodzi jeszcze trochę mocniejszej gitary i tym razem już klasyczne organowe brzmienia, a całość idzie w mocno monumentalny klimat, a dzięki zapętleniu motywów wciąga i hipnotyzuje. Znakomicie rozpoczyna się Whatever Knows Fear Burns at My Touch. Piękny, delikatny bas, który kapitalnie prowadzi melodie, do tego bardzo subtelne organy i znowu ten wywołujący ciarki niski głos. Nie mogę też nie wspomnieć o oszczędnej, ale niezwykle mądrze używanej perkusji. Tu nie ma ani jednego przypadkowego czy zbędnego uderzenia. Każde, nawet najdelikatniejsze muśnięcie talerza jest przemyślane i pasuje idealnie. A do tego urzekająca melodia, która sprawia, że ten numer kocha się już przy pierwszym odsłuchu. Niezwykle przyjemnie rozkręca się A Funeral Pyre By Night, którego zakończenie oferuje chyba najmocniejszy i najdynamiczniejszy fragment płyty. Pisałem już o tym, z kim kojarzy mi się głos wokalisty. Jeśli miałbym porównać to, co usłyszycie na tej płycie do jakiegoś współczesnego zespołu, który być może kojarzycie z tego bloga lub moich audycji, wskazałbym w pierwszej kolejności na Grusom, choć w przypadku francuskiej formacji muzyczna forma jest znacznie bardziej rozbudowana.

    Red Giant to White Dwarf to płyta, która zachwyciła mnie od pierwszego odsłuchu. W zasadzie już w momencie, gdy po raz pierwszy kończyłem słuchać pierwszej kompozycji, byłem pewny, że to niezwykle celny strzał, choć jak celny okazało się dopiero kilkadziesiąt minut później. Decyzja o zamówieniu płyty była niezwykle łatwa i podjęta została błyskawicznie, w zasadzie od razu po premierowym wysłuchaniu całości albumu na Bandcampie. I tu wspomnieć muszę jeszcze o aspekcie wizualnym. Ten zdecydowanie dorównuje muzyce. Płyta została wydana w limitowanym nakładzie 300 sztuk i dostępna jest w pięknie ozdobionej tekturowej kopercie, na której nadrukowano od środka teksty utworów, z zewnątrz zaś grafiki. Uwielbiam takie wydawnictwa. Czuć w nich człowieka, czuć pracę osób wykonujących i składających takie koperty, czuć, jakby każda z nich była dedykowana osobiście osobie kupującej i dla niej wykonywana.
  • Wielkie brawa. Mam nadzieję, że te 300 sztuk szybko się sprzeda i że jakiś udział w tej liczbie będą mieli czytelnicy tego bloga i słuchacze mojej audycji, bo to album, który absolutnie trzeba mieć. Jestem przekonany, że to początek mojej pięknej i długiej znajomości z muzyką tej formacji i że wkrótce nie będą już najściślej skrywanym sekretem francuskiej sceny rockowej, bo to prawdziwy klejnot. Do ciężkiej cholery, kupcie tę płytę! Kupcie dwa egzemplarze, żeby dać komuś, kto doceni tak piękne wydawnictwo.

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: SWEVEN / RED GIANT TO WHITE DWARF / RECENZJA / 2019

...

patronaty



partnerzy