logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
STEVE HACKETT
At The Edge Of Light
25.01.2019
Ocena:
  • Osiemnaście miesięcy wytężonej pracy, osiemnastu zaangażowanych w nagrania muzyków, porywające solówki, nietypowe instrumentarium i dziesięć starannie wyselekcjonowanych kompozycji składających się na emocjonalną opowieść o współczesnym świecie i kondycji ludzkości - tak złożony album mógł nagrać tylko prawdziwy mistrz, oddany swojej twórczości. Wszystkie wspomniane powyżej elementy znajdziecie na dwudziestym szóstym wydawnictwie Steve’a Hacketta - geniusza gitary i współtwórcy sukcesów Genesis.

    Artysta cieszący się niesłabnącą estymą wśród wielbicieli nie tylko rocka progresywnego nie musi już niczego nikomu udowadniać i żaden z fanów nie obraziłby się, gdyby zdecydował się odstawić gitarę w kąt I odejść na muzyczną emeryturę. Na szczęście jednak nic takiego nie planuje. Nie tylko regularnie wydaje płyty, lecz także koncertuje - wiosną wyrusza w kolejną trasę, która tym razem obejmie również Polskę (kalendarz). Wirtuoz gitary wciąż czerpie ogromną radość z tworzenia nowych dźwięków, poszerzania muzycznych horyzontów i podążania nowymi szlakami.

    Na "At The Edge Of Light" nie próbuje sprostać oczekiwaniom - inspiruje się szeroko pojętą "muzyką świata" i eksperymentuje, wykorzystując bogate instrumentarium. Dzięki charakterystycznym solówkom gitarowym nie wyzbywa się jednak swojego flagowego brzmienia. Nowe wydawnictwo jest dźwiękową i fabularną kontynuacją muzycznej drogi obranej na "The Night Siren", powiewem świeżości i naturalną ścieżką artystycznego rozwoju muzyka.

    Tak imponujące dzieło nie byłoby możliwe do zrealizowania bez pomocy i wsparcia przyjaciół oraz współpracowników artysty. W nagraniach wzięło udział razem z Hackettem osiemnastu muzyków, w tym wirtuozi duduka, klarnetu basowego, saksofonu tenorowego, sitaru, australijskiej trąbki didgeridoo i taru, czterech perkusistów, flecista, klawiszowiec, kontrabasista, skrzypaczka, trzy chórzystki. Sam mistrz poza grą na gitarach, harmonijce ustnej i basie również udziela się wokalnie.

    Pięćdziesiąt cztery minuty muzycznej podróży wypełniają zapierające dech improwizacje na gitarach, fantastyczne perkusyjne galopady, orkiestracje oraz genialne orientalizmy, które stanowią podstawę dla lirycznej refleksji o zawirowaniach politycznych, ludzkiej obojętności na krzywdę innych i samotności. Z pesymistyczną wizją współczesnego świata kontrastuje pojawiająca się między wierszami szczypta bardzo ostrożnie wyrażonego optymizmu i nadziei na "lepsze jutro". W ten sposób Hackett podkreśla, że ludzkość balansuje na granicy światła i mroku, blasku i cienia, dobra i zła. Wyraża to także już samym tytułem albumu.

    "At The Edge Of Light" rozpoczyna się wciągającym orientalno-gitarowym, kipiącym od energii wstępem w postaci "Fallen Walls And Pedestals", który płynnie łączy się z "Beasts In Our Time", gdzie Steve snuje opowieść o mrocznej stronie ludzkiej duszy.
  • Towarzyszy jej tajemnicza muzyka o filmowym potencjale uzyskanym głównie dzięki zmianom tempa i wykorzystaniu orkiestrowych aranżacji. Utwór kończy się energetycznym szaleństwem. Trzeci "Under The Eye Of The Sun" ujmuje radością grania i przebojowością. Natomiast "Underground Railroad" to przepiękna orientalno-bluesowa ballada z elementami country, która nabiera hard rockowej mocy w stylu Deep Purple, by chwilę później znów zabrać słuchacza na muzyczny "dziki zachód" i rozkołysać melodyjnością chórków.

    Oparty na kontrastach "Those Golden Wings" w kolejnych minutach staje się na zmianę orkiestrowo-chóralnym hymnem i hard rockowym "energetykiem". "Shadow and Flame" czaruje solówką na sitarze. "Hungry Years" to zaś kolejny flirt z popową przebojowością. Trzy finałowe kompozycje prowadzą słuchacza marszowym krokiem w "Descent" ku mrocznemu "Conflict", którego fragmenty brzmią jak nowy przebój towarzyszący przygodom Jamesa Bonda, aż do kojącego "Peace", wlewającego w serce odbiorcy nadzieję.

    Steve Hackett na przestrzeni swojej wieloletniej kariery zawsze dążył do tego, by ponad wszelkimi podziałami dotrzeć do jak największej grupy fanów na całym świecie i każdemu z nich, pomimo kulturowych różnic oferować coś osobistego. Tym razem udało mu się to w pełni. Łącząc tradycje muzyczne różnych państw zaserwował słuchaczom przepiękną historię, której nie da się porównać z żadną inną muzyczną opowieścią. Wybitny gitarzysta jak sam zapowiedział w materiałach prasowych włożył w nagrania albumu całe serce i jest bardzo ciekaw opinii swoich fanów. Mnie osobiście bardzo pozytywnie zaskoczył.


    (blog autorki: https://miedzyuchemamozgiem.blogspot.com)

autor: Aleksandra Olcia Wojcińska

tagi: STEVE HACKETT / GENESIS

...

patronaty



partnerzy