logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
THE HEAVY CROWN
Reign On
03.11.2018
  • Grup w retrorockowym lub stonerowo-psychodelicznym podziemiu z „ciężkością” w nazwie jest mnóstwo. Bardzo łatwo się w tym pogubić. Najprościej więc wyróżniać się kapitalną muzyką, wtedy szansa na to, że słuchacz będzie mylił jednych ciężkich z drugimi, jest mniejsza. Zespół The Heavy Crown na razie robi sporo, żebym nie mylił ich z nikim innym. Po raz pierwszy natknąłem się na tę formację, gdy przymierzałem się do penetracji belgijskiej sceny rockowej na potrzeby mojej audycji. Wtedy mieli na koncie tylko jeden album – wydaną w 2015 płytę Full of Haze, która tak w zasadzie powinna być liczona jako EP-ka. I tak się przymierzam do tych belgijskich zespołów w audycji i przymierzam, i ciągle pojawia się tyle świetnych nowości, że nie mam zwyczajnie czasu, żeby belgijskiemu rockowi poświęcić tyle czasu, ile powinienem. Efekt jest taki, że te formacje dalej czekają w radiu na swoją kolej (już bardzo niedługo), ale za to jedna z nich zdążyła w międzyczasie wydać już nowy album i z nim właśnie w audycji zagościła. Czas więc i na tekst.

    Pierwszy dźwięk, jaki słyszymy po odpaleniu płyty, to ciepłe, organowe, vintage’owe brzmienie płytowego intra czyli Becoming… To w pewnym sensie ustawia oczekiwania, choć może nie powinno, bo przecież ta płyta wcale nie jest instrumentalnym, klawiszowym odlotem kosmicznym. Pokazuje to dobitnie już pierwszy pełnowymiarowy utwór w zestawie – dynamiczne, mocne rytmicznie The Escapist, w którym dominuje przede wszystkim sekcja rytmiczna. Trzeci numer – tytułowy – przynosi kolejną zmianę i melodię niczym z pop-rockowych piosenek pionierów gitarowej muzyki z końca lat 50. Co utwór to inny odcień rockowej muzyki, ale wcale nie mam tu wrażenia braku spójności. I w sumie ten klimat melodyjnego, przyjemnego w odsłuchu rocka kontynuujemy w Greenish Brown, tyle że w trochę intensywniejszym brzmieniowo wydaniu. Kapitalnie sprawdza się tutaj także kosmiczny klawisz, który pojawia się na moment nieco zaskakująco i fantastycznie odciąża to mocno gitarowe i gęste brzmienie utworu. Zdecydowanie najdłuższe na płycie Venus Gold to jednocześnie chyba mój ulubiony numer na krążku. Początek od razu kopie w twarz mocą i dynamiką niczym z największych hitów Kiss, ale później znajduje się także trochę czasu na złamanie tej dynamiki i kilka chwil z bardzo przyjemnymi brzmieniami klawiszowymi, a także na nieco kosmicznej bonanzy. To w zasadzie całe Reign On w siedmiominutowej pigułce. A to nie wszystko, bo warto zwrócić uwagę choćby na psychodeliczne Three Swans, na chwytliwe Wicked Lady, które śmiało nawiązuje do twórczości starych rockowych grup typu Uriah Heep, czy na niezwykle przebojowe i skoczne Lovers Remorse, na które możecie głosować przy okazji naszego Czwartkowego Czarta.


  • Grupa The Heavy Crown wciąż jest na początku swojej muzycznej drogi, a już musiała zmierzyć się z wielką tragedią, gdy dwa lata temu zmarł nagle perkusista tej formacji. Pozostała dwójka na szczęście wzięła się w garść, znalazła nowego bębniarza i postanowiła grać dalej, a pierwszym efektem tej decyzji jest nowa płyta. Płyta naprawdę udana, która powinna sprawić, że ten zespół trafi na orbitę zainteresowań wielu fanów z psychodeliczno-retrorockowego podziemia. Panowie mają już na koncie trochę koncertów z bardziej znanymi i doświadczonymi kolegami z takich grup jak Radio Moscow czy Wedge i na pewno tego typu wspólne występy wyjdą im na dobre, bo warto, żeby docierali do coraz szerszego grona odbiorców. Pierwsze kroki należy zaliczyć im zdecydowanie na plus.

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: THE HEAVY CROWN / REIGN ON / RETRO ROCK / 2018 / RECENZJA

...

patronaty



partnerzy