logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
DEAD CAN DANCE
Dionysus
2.11.2018
Ocena:
  • Niespełna dwa miesiące temu branżę muzyczną zelektryzowała wieść o nieoczekiwanej premierze nowego wydawnictwa Dead Can Dance. Duet, w skład którego wchodzą obdarzony głębokim głosem multiinstrumentalista Brendan Perry oraz australijska wokalistka Lisa Gerrard to jeden z najbardziej oryginalnych zespołów wszech czasów, który stworzył swój odrębny muzyczny świat na styku muzyki etnicznej, klasycznej, sakralnej, jazzu i rocka. Od prawie czterdziestu lat zachwycają słuchaczy na całym świecie i są inspiracją dla wielu współczesnych artystów.

    Jak przystało na wielki zespół nowe dzieło Dead Can Dance to zamknięta opowieść, spójna muzycznie, lirycznie i wizualnie. Tym razem Brendan Perry i Lisa Gerrard postanowili przy pomocy dźwięków zaprezentować postać i dzieje Dionizosa - greckiego boga płodności, dzikiej natury, winnej latorośli i wina. Zaprezentowali ją w formie oratorium - dwóch aktów - szesnasto- i dwudziestominutowego, zbudowanych z siedmiu płynnie łączących się ze sobą części. Każda z nich zwraca uwagę na inny aspekt mitu.

    Akt pierwszy składa się z trzech odsłon: "Sea Borne", przedstawiającego bohatera jako przybysza ze wschodu, "Liberator Of Minds" opisującego Dionizosa jako dostarczyciela kreatywnego paliwa dla umysłu w postaci środków halucynogennych i narkotycznych oraz "Dance of the Bacchantes", tj tańca kapłanek boga, które porzucały swe domowe obowiązki, by czcić go w formie uroczystych procesji. Natomiast akt drugi budują cztery fragmenty - singlowy "The Mountain", tj. wizyta na górze Nysa, miejscu narodzin bohatera, "The Invocation" opisujący ceremonię dożynek, "The Forest" reprezentujący początki greckiego teatru i tragedii oraz "Psychopomp" podkreślający rolę Dionizosa jako przewodnika dusz w drodze do Hadesu.

    Pomiędzy bogactwem nawiązań do pogańskich wierzeń greckich kryje się także głęboki przekaz. Według Brendana Perry'ego "Dionysus" to celebracja cyklu życia człowieka w zgodzie z otaczającą go przyrodą. Autor w warstwie lirycznej zwraca uwagę na przenikanie się kultur w dzisiejszych czasach oraz na znaczenie poszanowania natury. Podkreśla to w szczególności fakt, że wokaliści śpiewają w nieistniejącym, stworzonym na potrzeby albumu języku. Jest to także pochwała wolności i chęci ucieczki od społecznych zasad i przyzwyczajeń.

    Aby w pełni pojąć koncept płyty warto zwrócić także uwagę na jej okładkę, którą zdobi fotografia maski zdobionej barwnymi paciorkami autorstwa meksykańskiego artysty Huichola, wywodzącego się z gór Sierra Madre. Takie nakrycia wykorzystywane przez lokalną społeczność podczas rytuałów oczyszczania umysłu.

    Jak zawsze w przypadku Dead Can Dance dźwięki zawarte na albumie pełne są mistycyzmu i duchowości.
  • Specjalnie na potrzeby nowych nagrań Brendan Perry zgromadził kolekcję unikatowych instrumentów ludowych, które nadały nowej muzyce wyjątkowy klimat. W szczególności zaintrygowały go tym razem odgłosy i nawoływania zwierząt, które stara się imitować przy ich użyciu. Pracując nad ostatecznym kształtem nagrań czerpał inspiracje z najróżniejszych zakątków świata i tak jak przed laty starał się podkreślić, że muzykę można odnaleźć w najróżniejszych formach w każdym możliwym miejscu. Na albumie przenikają się nagrania odgłosów kóz na szwajcarskich pastwiskach, dźwięków wydawanych przez pszczoły zarejestrowanych w Nowej Zelandii oraz śpiewu brazylijskich i meksykańskich ptaków.

    Artyści nagrywali album dwa lata, starannie dopracowując kolejne części opowieści. Biorąc pod uwagę czas prac nad płytą zaskakuje nieco jej długość, która przypomina bardziej EPkę niż wydawnictwo długogrające. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to muzyka najwyższej jakości. Chóralne śpiewy, orkiestracje, rytualne, taneczne rytmy, bogactwo instrumentów ludowych, odgłosy przyrody, wszechobecne tajemnicze pogłosy, szumy i szmery tworzą jedyną w swoim rodzaju atmosferę, którą chłonie się jednym tchem, poddając się hipnotyzującym dźwiękom i powtarzanym jak mantra kwestiom.

    "Dionysus" to przede wszystkim album instrumentalny. Głosy Brendana i Lisy pojawiają się tu sporadycznie, niezmiennie jednak zachwycając bogactwem interpretacji i dodając brzmieniu wyjątkowości. To kolejna podróż artystów w krainę nieoczywistych dźwięków, która przynosi niemałą radość każdemu wrażliwemu na piękno muzycznemu odkrywcy.



    (blog autorki: https://miedzyuchemamozgiem.blogspot.com)

autor: Aleksandra "Olcia" Wojcińska

tagi: DEAD CAN DANCE / LISA GERRARD / BRENDAN PERRY

...

patronaty



partnerzy