logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
HYPNO5E
Alba - Les Ombres Errantes
6.04.2018
Ocena:
  • Trafiłam na ten album przypadkiem i po przesłuchaniu pierwszych dźwięków wiedziałam, że nie będę mogła oderwać się od niego przez kolejną godzinę, a później przez kilka następnych dni. Czwarte studyjne wydawnictwo francuskiego zespołu Hypno5e ujęło mnie całkowicie - intrygując, poruszając i nie dając o sobie zapomnieć.


    Kwartet, na czele którego stoi gitarzysta i wokalista Emmanuel Jessua, od piętnastu lat serwuje słuchaczom kompozycje o filmowym potencjale wymykające się gatunkowym klasyfikacjom, w których post metalowe galopady i gitarowe ściany dźwięku kontrastują z folkową lekkością i elementami muzyki klasycznej oraz toczącą się w tle narracją przeplataną z ulotnymi wokalami i mrocznym growlem. Lidera wspiera gitarzysta Jonathan Maurois, śpiewający basista Gredin oraz perkusista Theo Begue.


    Czwarty album artystów to odważny krok ku eksperymentom. Muzycy postanowili zrezygnować z przytłaczających ścian elektrycznych gitar i na potrzeby nowego wydawnictwa stali się grupą A Backward Glance On A Travel Road - akustycznym alter ego Hypno5e. Całkowita rezygnacja z growli oraz gitar elektrycznych i zastąpienie ich akustycznymi przywodzi na myśl najnowsze dokonanie hiszpańskiego zespołu Foscor, którego "Less Irreals Versions" recenzowałam na początku września. Dzięki temu zabiegowi kompozycyjnemu, utwory Hypno5e zyskały dodatkową przestrzeń i głębię, nie tracąc przy tym charakterystycznej dla post metalu mrocznej energii.


    Dotychczas wydanym zespołowym muzycznym opowieściom towarzyszyła piękna oprawa wizualna. Najnowszy koncept to dźwiękowe dopełnienie niezależnej, niskobudżetowej produkcji filmowej, której reżyserem jest Jessua. Tytuł filmu: "Alba - Les Ombres Errantes", który można tłumaczyć jako "Świt - Wędrujące Cienie", nawiązuje do poetyckiej wędrówki po pustkowiach Boliwii, miejsca urodzenia wokalisty, przywołującego we wspomnieniach czasy dzieciństwa. Bohater opowieści, Mickael, powraca do południowoamerykańskiego kraju po zniknięciu ojca, spotyka swego brata, przeżywa bolesną miłość oraz śmierć matki. Po pogrzebie wyrusza samotnie na pustynię, gdzie rozpoczyna wędrówkę śladami "cieni" przeszłości. Tej wędrówce towarzyszy dziesięcioutworowy, trójjęzyczny soundtrack - w nagraniach słyszalne są partie w języku angielskim, francuskim i hiszpańskim.


    Pomysł na film narodził się w głowie reżysera w amazońskim lesie, na tarasie przytulnego hotelu nad brzegiem rzeki. Jessua wspominał tam czasy dziecięcej beztroski, gdy odczuwał pełnię życia w otoczeniu przepięknej przyrody, spędzając czas z rodziną, a także ciesząc się latynoskim karnawałem w Oruro, gdzie tańczyła jego matka.
  • Wszystkie te myśli znalazły odzwierciedlenie w dźwiękach, które perfekcyjnie korespondują z nostalgicznym, wzruszającym obrazem.


    Pośród dziesięciu albumowych kompozycji trudno jest wskazać faworytów. Wszystkie tworzą spójną całość hipnotyzującą słuchacza od pierwszej do ostatniej minuty. W przestrzennym, rozpoczynającym płytę "Who Wakes Up From This Dream Does Not Bear My Name" uwagę zwracają ujmujące śpiewy na głosy oraz melancholijne gitarowo-perkusyjne pejzaże. Przepięknie wprowadzają one w kolejne, łączące się ze sobą "Cuarto Del Alba" i " L'Ombre Errante", w których wspomniane instrumenty toczą dialog z fortepianem i smyczkami, budując tajemniczą atmosferę.


    "Night On The Petrified Sea" to dziesięciominutowa podróż w krainę marzeń i snów, gdzie taneczne rytmy flamenco kontrastują z post rockowymi gitarami, które dopełniają precyzyjne uderzenia w bębny i delikatny wokal. W kolejnej kompozycji pomiędzy dialogami wyraźnie słyszalne są improwizacje na instrumentach smyczkowych oraz intrygujące zmiany tempa. Szósty "Los Heraldos Negros" jest zaś metaforą śmierci. Pulsujące perkusyjne rytmy i orientalne melodie przywodzą tu na myśl skojarzenia Lunatic Soul. Wyraźnie wyodrębniona jest tu także melancholia przypominająca tę charakterystyczną dla Radiohead. Później następuje trzyminutowa miniatura w postaci folkowej, zaśpiewanej na głosy ballady "Ojoz Azules".


    Ósmy "Calling" wprowadza w trans bujającymi rytmami flamenco. Wyciszenie przynosi zaś kolejna, elektroniczno-akustyczna miniaturka "Aqua". Album wieńczy prawie szesnastominutowy, epicki "Light Of Desert And The Shadows Inside", zawierający paletę kontrastujących emocji - radości i uniesień związanych z miłością, podkreślonych tanecznymi rytmami oraz nostalgii, smutku i tęsknoty, które wyrażone zostały przez sennie snujące się partie gitar i instrumentów smyczkowych.


    Akustyczna "podróż do dzieciństwa" w wykonaniu Hypno5e okazała się bardzo udanym muzycznym eksperymentem, który może otworzyć zespołowi drogę do szerszej rozpoznawalności. Album może spodobać się nie tylko wielbicielom tak zwanych ciężkich brzmień, lecz także słuchaczom, którzy upodobali sobie koncepcyjne opowieści charakterystyczne dla rocka progresywnego oraz wszystkim otwartym umysłom, chłonącym nietypowe muzyczne połączenia. Warto dać mu szansę i zanurzyć się w przepięknych dźwiękach, najlepiej w połączeniu ze wspomnianym, filmowym obrazem.


    (blog autorki: https://miedzyuchemamozgiem.blogspot.com )

autor: Aleksandra "Olcia" Wojcińska

tagi: HYPNO5E

...

patronaty



partnerzy