logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
PAUL MCCARTNEY
Egypt Station
7.09.2018
Ocena:
  • Znasz to uczucie, kiedy wsiadasz do pociągu i zastanawiasz się, czy to ten właściwy? Dokładnie tak samo miałam przy pierwszym odsłuchu Egipt Station Paula McCartneya. Bo niby wiem czego się spodziewać. Jego dotychczasowe kompozycje nie są mi obce, a jednak…

    Po pierwszym utworze, Opening Station, który w zasadzie nazwałabym rozbiegówką zaczyna delikatnie kołysać I Don't Know. Właściwy początek podróży w klimaty do których przyzwyczaił nas Sir Paul. Prostota, harmonia i spokojna melodyka to taki Jego rozpoznawalny znak firmowy. Kiedy się tego słucha, człowiekowi zwyczajnie jest przyjemnie. Oczywiście nie da się uniknąć wrażenia, że grają starzy, dobrzy znajomi, bo właśnie do tego przyzwyczaili nas The Beatles i Paul, co nie znaczy że nie ma na tej płycie świeżości. Bo jest i to ogromna. Mnóstwo muzycznych smaczków porozrzucanych w tle. Gadanie klawiszy, fortepianu i harmonijki ustnej do spółki z gitarami sprawia wrażenie spaceru po Londynie w latach 70., okraszone dodatkowo całkiem współczesnymi aranżami rytmicznymi.

    To wszystko do czasu kiedy zaczyna się Who Cares i człowiek nagle ma wrażenie, że coś mu nie pasuje, a tym czymś jest ewidentne skojarzenie z panami o długich brodach i z gitarami, którzy szaleją gdzieś na pustyni w Teksasie. Nie wiem czy ktoś jeszcze miał takie skojarzenia z clipami ZZ Top, ale ja nie mogłam się od tego skojarzenia opędzić. Na szczęście nie trwało to długo, bo Paul zadbał o to, by za chwilę słyszeć Zeppelinów w ich łagodnej, balladowej odsłonie. Brzmienie gitar akustycznych w Confidante pobudziło moją wyobraźnię i ujrzałam w niej Paula i Roberta, obu stojących na scenie. Swoją drogą ciekawie byłoby zobaczyć i usłyszeć takie duo on stage.

    Ta płyta jest jak Orient Express i Domino w jednym. Skojarzenia skaczą z miejsca na miejsce, od wykonawcy do wykonawcy, z kraju do kraju, a przy odsłuchaniu całości, składają się jak mydełka domina w jedną spójną całość pod nazwą Paul McCartney. Zostały na niej zawarte tak różne dla różnych gatunków muzycznych cechy, że człowiek się może w nich pławić mając ogromną przyjemność i zabawę. Jak chociażby zabawa elektroniką w Back in Brasil. Dźwięki syntezatorów, elektronicznej perkusji poprzeplatane z odgłosami ptaków, "tamtamków", sampli i innych "cudawianków" dźwiękowych od basu do fortepianu, z klarnetem i fletnią Pana w tle. Od lekkiego jazzowania w wyżej wymienionym utworze, do imitacji klawesynu i rozbudowanej sekcji smyczkowej i perkusyjnej w kolejnym - Do It Now. A to wszystko okraszone świetnym głosem Paula, który jak na swój wiek, cieszy się znakomitą kondycją i pozostaje wierny obranej przez siebie lata temu drodze muzycznej. Dla mnie to kolejne potwierdzenie tezy, że nie trzeba biegać po scenie i wrzeszczeć, żeby istnieć.
  • Paul wychodzi na scenę i jest na niej pełen godności, a zarazem dobrego humoru i iskry, którą udało mu się zachować lata całe. Człowiek dojrzały, z charyzmą, który wydał płytę będącą idealnym muzycznym dialogiem międzypokoleniowym. I mówię to ja, zupełny laik w dziedzinie muzyki, który jest jak najdalej od krytyki, a dzieli się jedynie własnymi odczuciami i spostrzeżeniami.

    Nie raz nóżka mi tupnęła w Caesar Rock, nie raz się bioderka zakołysały w pląsie przy rockowo-balladowo-bluesowym Hunt You Down Naked, C-Link… bo jak mawia klasyk "to dobra płyta jest". Przede wszystkim daje mi jako słuchaczowi całą gamę odniesień do rozmaitych twórców i gatunków, jednocześnie bez poczucia, że już to gdzieś słyszałam, że to nic nowego, ani nowatorskiego. To po prostu Paul w całej swojej krasie. Spokojny, melodyjny, momentami rozbrykany i zmuszający do podśpiewywania i podrygiwania. Pełen profesjonalizmu i dystansu do siebie samego. A płyta świetnie przypomina ciepłe letnie dni, pełne słońca i beztroski. Zamyka ją bardzo energetyczny, a zarazem mój ulubiony Nothing For Free. I to by było na tyle! "My brain stopped working today" ;)

    W moim odczuciu to solidna siódemeczka z tendencją zwyżkową.

    Pozdrawiam z pociągu relacji Kair - Londyn ;)

autor: Katarzyna Tyniula Olechnowicz

tagi: PAUL MCCARTNEY / THE BEATLES

...

patronaty



partnerzy