logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
CHURCH OF THE COSMIC SKULL
Science Fiction
18.05.2018
  • Niespełna dwa lata temu byli dla mnie prawdziwym objawieniem i sensacją – pojawili się znikąd, wyskoczyli z dziwną okładką i nieco paździerzowym wizerunkiem oraz kapitalną muzyką będącą połączeniem prog rocka, musicalu, klasycznego hard rocka i klimatów stonerowo-psychodelicznych. I jakimś cudem to wszystko trzymało się „kupy”. Teraz wracają z płytą numer dwa, zatytułowaną Science Fiction. I w zasadzie zmieniło się pod każdym względem bardzo niewiele. I chyba dobrze, bo tu nie za bardzo było co zmieniać.

    Na Science Fiction mamy dziewięć numerów trwających nieco ponad 41 minut. Tym razem obyło się bez długiego utworu, większość płyty to raczej przedział 3,5-5 minut, czyli bardzo tradycyjnie i przystępnie. Również brzmieniowo jest niezwykle przystępnie, co zresztą nie może być niespodzianką dla nikogo, kto miał okazję zetknąć się już z twórczością tego septetu z Nottingham. Utwór tytułowy to niemal musicalowy klimat otwarcia, choć po pierwszych sekundach można by odnieść wrażenie, że przyłoją mocno. Wejście tego musicalowego wokalu pod koniec pierwszej minuty pewnie zdziwi część osób, dla których Science Fiction to pierwszy kontakt z Church of the Cosmic Skull. Pewnie niektórych zniechęci, ale jeśli lubicie taką konwencję, to będziecie zachwyceni tym, co będzie się działo przez kolejnych kilkadziesiąt minut. Mocne rytmicznie Go By the River rozkręca płytę na dobre, ale potem zespół uspokaja sytuację w podniosłym i bardzo klimatycznym Revolution Comes with an Act of Love. Trochę jakby Black Sabbath spotkało się z Pink Floyd i obsadą musicalu Hair. Efekt jest fantastyczny.

    Singlowe Cold Sweat mam wrażenie, że dużo lepiej sprawdzi się na żywo niż na płycie, a to choćby z tego powodu, że środkowa część w wydaniu studyjnym robi się szybko dość monotonna, natomiast jestem przekonany, że na koncertach będzie to idealna okazja do wydłużenia jej jeszcze i pobawienia się improwizacją i wtedy zupełnie nie będzie to przeszkadzać. Podobnie zresztą z The Cards That You’re Playing. Powtarzany motyw tytułowy będzie się według mnie kapitalnie sprawdzał na koncertach, ale na płycie po jakimś czasie zaczyna nieco nużyć (ale sam rytm i klimat jakby inspirowane Have a Cigar – wyśmienite). Pomiędzy tymi dwoma numerami na płycie mamy jeszcze The Others, które pięknie buja i w którym największe wrażenie robi chyba solo na gitarze oraz spokojne, floydowe wokale, a także dużo dynamiczniejsze Time (Gonna Build a Rocket Tonight) – jeden z nielicznych nieco cięższych i dynamiczniejszych kawałków na tym jednak przeważnie bardzo spokojnym i „ładnie” płynącym albumie. I to chyba największa różnica między obiema płytami grupy – tu nie mamy choćby czegoś w rodzaju Black Slug z pierwszego krążka, które wgniatało mocą niczym utwory Mammothwing – poprzedniego zespołu lidera Church of the Cosmic Skull.
  • Spokojnie jest także przez większość czasu w Paper Aeroplane & Silver Moon, choć tu trafiają się bardzo dobre, intensywniejsze wstawki instrumentalne, które ożywiają całość i zapewniają przyjemny kontrast muzyczny, a jednocześnie są zdecydowanie najcięższym fragmentem tej płyty. Gęściej, bardziej soczyście rockowo jest też fragmentami w zamykającym album The Devil Again, więc chociaż w ostatnich minutach płyty zespół trochę mocniej przyłożył, bo przyznam, że mimo kapitalnego brzmienia i niezwykle przyjemnych melodii, trochę mi mocniejszych fragmentów na tym krążku brakowało.

    Może i Science Fiction nie wpadła mi w ucho aż tak błyskawicznie jak Is Satan Real?, ale bardzo szybko się do niej przekonałem, bo i nie istnieje żaden racjonalny powód, by było inaczej. Science Fiction to kapitalna mieszanka świetnego, soczystego hard rocka, oraz musicalowej pompy i przebojowości. Sprawdziło się to na pierwszej płycie, sprawdza się i na drugiej. Nie ma tu pewnie nic, czego nie słyszałbym na debiucie (mowa o ogólnym klimacie, bo oczywiście nie są to autokopie wcześniejszych kompozycji, a i – jak już wspomniałem – debiut był mimo wszystko cięższy), ale słucha się tego wyśmienicie i na razie ten brak większych różnic pomiędzy dwiema pierwszymi płytami Church of the Cosmic Skull zupełnie mi nie przeszkadza, tym bardziej, że przecież grupa inspiruje się wieloma różnymi muzycznymi kierunkami. Science Fiction to przebojowy, chwytliwy retro rock w najlepszym wydaniu, może odrobinę spokojniejszy niż debiut, ale wciąż niezwykle udany.

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: CHURCH OF THE COSMIC SKULL / SCIENCE FICTION / 2018 / RECENZJA / HARD ROCK / CLASSIC ROCK / RETRO ROCK

...

patronaty



partnerzy