logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
STEVE HOGARTH
Warszawa, Progresja
1.06.2018
  • Polscy fani kochają Steve'a Hogartha z wzajemnością. Dowody na to można było zaobserwować podczas licznych występów Marillion w naszym kraju, a także ubiegłorocznego, trzydniowego Marillion Weekend. Tym razem nadarzyła się okazja, by posłuchać wokalisty legendarnego zespołu w nieco innej, nietypowej odsłonie - Hogarth wystąpił w warszawskiej Progresji z solowym recitalem.

    Wieczór z wokalistą Marillion był wydarzeniem szczególnym, rozpoczynającym czerwcowy progresywny weekend w stolicy, podczas którego odbyły się również koncerty Camel (relacja) oraz Yes (relacja). Specjalnie z tej okazji ustawiono w sali krzesełka, na których zasiedli słuchacze spragnieni bezpośredniego kontaktu z artystą, co stworzyło kameralną, wręcz intymną atmosferę. Zainteresowanie recitalem było ogromne - już na kilka godzin przed wydarzeniem przed warszawskim klubem ustawili się rozentuzjazmowani, wierni fani wokalisty, w tym bardzo liczna reprezentacja oficjalnego fanklubu Marillion - The Web Poland.

    Specjalnie na tę wyjątkową okazję, klubowa scena została przyozdobiona świecami i subtelnym oświetleniem. W jej centralnym punkcie ustawiono keyboard oraz krzesło, na którym kilka minut po dwudziestej zasiadł artysta. Publiczność przywitała go owacją na stojąco, wywołując wzruszenie na twarzy. Spontanicznej, obustronnej radości nie było końca. Fani reagowali żywiołowo na każdy kolejny wykonany przez Hogartha utwór oraz ciekawe humorystyczne anegdoty z życia artysty, które przeplatały się z dźwiękami.

    Koncertowa setlista nie była wcześniej zaplanowana - powstawała na bieżąco w trakcie występu, częściowo z uwzględnieniem gorączkowych próśb najbardziej oddanych fanów. Wśród wykonanych kompozycji znalazło się w sumie dwadzieścia jeden kompozycji, w tym te z repertuaru Marillion, z uwzględnieniem starszych i nowszych nagrań, solowe piosenki artysty oraz covery zaczerpnięte z twórczości Rufusa Wainwrighta, Johna Lennona, Petera Gabriela oraz Boba Dylana.

    Hogarth jest bardzo dobrym pianistą i doskonałym wokalistą, potrafiącym bardzo trafnie interpretować emocje zawarte w treści utworów. Dzięki pełnej melancholii scenicznej ekspresji wytworzyła się niezwykła więź między artystą i słuchaczami, którzy chłonęli niemal każdy dźwięk, niejednokrotnie mając łzy w oczach i śpiewając teksty razem ze swoim idolem. Większość występu wypełniły romantyczne ballady, nie zabrakło jednak kilku elementów zaskoczenia. Ogromne wrażenie wywarła na mnie elektroniczno-ambientowa, eksperymentalna wersja "The Cage" oraz interakcja Hogartha z klaszczącymi i śpiewającymi fanami w "Three Minute Boy". Ciekawie zabrzmiała także nowa odsłona marillionowego "Sounds That Can't Be Made". Na prośbę organizatora, na bis brawurowo wykonany został natomiast "This Train Is My Life".


  • Zachwycony reakcją fanów artysta przyznał, że powróci do Polski na kolejny solowy występ już w grudniu tego roku. Tym razem wystąpi w Gdańsku. Koncert odbędzie się 15 grudnia w Starym Maneżu. Będzie to prawdziwa gratka dla wielbicieli jego twórczości chociażby dlatego, że zestaw utworów z pewnością będzie różnił się od warszawskiego.


    fot. Tomasz Ossowski

autor: Aleksandra Olcia Wojcińska

tagi: STEVE HOGARTH / MARILLION

...

patronaty



partnerzy