logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
DeWolff
Thrust
04.05.2018
  • Poprzedni krążek holenderskiego tria DeWolff – album Roux-Ga-Roux – zachwycił mnie i szturmem wdarł się do czołówki moich ulubionych wydawnictw 2016 roku, sprawiając, że DeWolff z miejsca awansowali z kolei do czołówki moich ulubionych współczesnych zespołów. Powalający koncert w Berlinie z końca 2016 roku umocnił tę pozycję. Można zatem śmiało powiedzieć, że Thrust to jeden z tych krążków, na które w tym roku czekałem najbardziej, zwłaszcza, że nowe nagrania panowie prezentowali już pod koniec 2016 roku. Na cały album przyszło nam trochę poczekać, ale zawierający 11 numerów szósty studyjny krążek DeWolff (a siódmy jeśli liczyć pierwsze, mocno 'demówkowe' w charakterze wydawnictwo) w końcu jest i z radością informuję, że spełnia moje bardzo wysokie w tym przypadku wymagania i oczekiwana.

    Startują tak, jak tego oczekiwałem – Big Talk i California Burning z miejsca zapewniają mieszankę przebojowości i dynamiki tak dobrze znaną z poprzedniego albumu zespołu. Klasyczne rockowe brzmienie nasączone klimatami czarnej muzyki z lekko psychodeliczną posypką. Za to właśnie pokochałem Roux-Ga-Roux, więc początek nowego albumu musiał zrobić świetne wrażenie. A później… jest jeszcze lepiej. Once in a Blue Moon to kapitalny blues-rockowy bujacz – brzmi absolutnie obłędnie i z każdym odsłuchem coraz trudniej się od niego uwolnić. A najpiękniej brzmią instrumenty klawiszowe. Z łatwością mogę sobie wyobrazić taki numer na przykład na płycie Come Taste the Band Deep Purple czy na którymkolwiek z albumów Glenna Hughesa. To jak na razie jedno z moich ulubionych tegorocznych nagrań. Do rzeczy krótszych i nieco bardziej dynamicznych, rockandrollowych klimatów wracamy w świetnym Double Crossing Man, z kolei Tombstone Child zachwyca niezwykle chwytliwym refrenem i bardzo przyjemnym, krótkim fragmentem instrumentalnym.

    Deceit & Woo to nagranie, które zespół prezentował już kilkanaście miesięcy temu. Cięty komentarz na temat polityki światowej, dedykowany prezydentowi Trumpowi, w warstwie muzycznej bardzo klimatyczny i dość ciężki oraz gęsty, choć z zupełnie niespodziewaną i mam wrażenie, że wstawioną „dla jaj” przerwą bluesową. We Freeway Flight znowu robi się spokojniej i bardziej nastrojowo. Aranż najoszczędniejszy, jako może być, do tego kapitalny, pełen „czucia” wokal, tak ten z przodu, jak i chórki. Piękna, oszczędna gitara, zachwycająco brzmiące wstawki organowe i niezwykle prosta, ale pasująca tu idealnie perkusja. W drugiej części panowie trochę się rozkręcają, ale nigdy klimat nie ginie pod dynamiką. Kolejny fantastyczny numer. Chyba właśnie te spokojniejsze kawałki, mocniej bazujące na klimacie niż ciężarze i energii, podobają mi się tym razem bardziej, choć w zasadzie każda twarz DeWolff na tej płycie jest niczym wielka wygrana na loterii i pewnie tylko od nastroju w danej chwili zależy czy bardziej się człowiek cieszy z wygrania willi w górach, czy luksusowego jachtu przycumowanego w ekskluzywnym nadmorskim kurorcie.
  • Połączenie floydowskiego intro (no przecież to motyw żywcem wzięty z Animals) z luzackim southernrockowym graniem świetnie sprawdza się w Tragedy? Not Today, w Sometimes króluje luz niczym z psychodelicznego reggae, zaś w Swain tak fantastycznie beatlesują, że aż trudno uwierzyć, że to numer wydany w 2018 roku. I na koniec jeszcze absolutnie piękne Outta Step & Il lat Ease – kawałek, który zespół wykonywał już w 2016 roku, opowiadający o cieniach długich tras koncertowych i rozłąki z najbliższymi, a napisany – jak przystało na taki numer – w pokoju hotelowym po jednym z koncertów. Znowu nieco dłuższy, odrobinę bardziej złożony, cudownie kołyszący kawałek i kolejny z moich faworytów na tej płycie, na której utworów słabych absolutnie brak.

    Thrust to kolejny bardzo różnorodny album DeWolff. Numery dynamiczne, przyjemne bluesrockowe ballady, trochę szaleństwa – to wszystko tworzy kapitalną mieszankę, która po raz kolejny świetnie się sprawdza. Podobnie jak było z Roux-Ga-Roux nowy album holenderskiej grupy z pewnością trafi na moją listę ulubionych płyt roku. Czy będzie na niej tak wysoko, jak poprzednia płyta? Tego jeszcze nie wiem. Wiem za to, że z każdym kolejnym odsłuchem ten album podoba mi się coraz bardziej i z chęcią znowu zobaczę zespół na żywo. Bo takie zespoły po prostu chce się oglądać na scenie. Chce się też słuchać ich płyt. Jednym z najbardziej żenujących haseł w polskich reklamach jest „mnie pomaga”. Hmm… posłuchajcie nowej płyty DeWolff. Mnie się podoba.

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: DEWOLFF / THRUST / 2018 / RECENZJA / HARD ROCK / PSYCHEDELIC ROCK / BLUES ROCK /

...

patronaty



partnerzy