logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
Wrekmeister Harmonies
The Alone Rush
13.04.2018
Ocena:
  • Jak połączyć wrażliwość Iana Curtisa, mrok gitarowych sprzężeń rodem z kompozycji Swans, grobową atmosferę muzycznych dokonań Nicka Cave'a i jednocześnie zachować twórczą niezależność? Jest to zadanie trudne i wymagające nieprzeciętnych umiejętności kompozytorskich. Złowrogie brzmienie skrzypiec, wzruszające partie fortepianu, dynamiczna perkusja, głęboki baryton, subtelne wokalizy i emocjonalne teksty – wszystko to zawarte jest na najnowszym wydawnictwie Wrekmeister Harmonies.

    Amerykański kolektyw dowodzony przez J.R. Robinsona i wspierany od 2014 roku przez skrzypaczkę i wokalistkę Esther Shaw na piątym albumie poszerza swoje muzyczne horyzonty. Znany z poprzednich dokonań doom metalowy ciężar i gitarowe ściany dźwięku kontrastują tu z bezpośredniością przekazu, wyciszeniem i muzycznymi eksperymentami. W obliczu osobistych doświadczeń muzyków, takich jak śmierć ukochanej osoby i konieczność zmagania się ze śmiertelną chorobą członka rodziny powstała najbardziej emocjonalna i dotychczas najważniejsza płyta zespołu.

    Muzyka na najnowszym wydawnictwie to swoista wspólna terapia artystów i sposób na pogodzenie się z otaczającą rzeczywistością. "The Alone Rush" to sześć kompozycji, utrzymanych w mrocznej, melancholijnej i tajemniczej atmosferze, poruszających najgłębsze zakamarki duszy. Robinson swoim głębokim głosem śpiewa w nich o kondycji współczesnego świata z perspektywy ludzkich zachowań i reakcji na różne zdarzenia. Jest tu zarówno obserwatorem, jak i bohaterem swojej opowieści. Wyrażając szczere emocje takie jak ból, lęk, cierpienie i poczucie odizolowania jest bardzo wiarygodny. Jego baryton przywodzący na myśl głos Nicka Cave'a wspaniale dopełniają eteryczne i subtelne wokalizy Shaw.

    Kluczowym elementem najnowszych kompozycji Wrekmeister Harmonies są pełne melancholii partie skrzypiec oraz eteryczne klawiszowe pejzaże, które nie brzmiałyby jednak tak wyjątkowo, gdyby nie udział w nagraniach gości, na czele z przyjacielem muzyków Thorem Harrisem. Perkusista Swans, w zależności od zapotrzebowania w danym utworze prezentuje intensywne, emocjonalne partie lub delikatne, miarowe uderzenia, budujące podniosły, mistyczny klimat muzyki. Poza doskonałą grą na swoim flagowym instrumencie zachwyca także ciekawymi pomysłami na wykorzystanie brzmienia klarnetu.

    Kompozycje zawarte na płycie, pomimo znaczących różnic w długości (od około czterech do ponad czternastu minut) stanowią spójną całość. Album rozpoczyna prawie dziesięciominutowy "A 300 Year Old Silt Throat", przywodzący na myśl ostatnie dokonania Nicka Cave'a, kompozycję "Atmosphere" z repertuaru Joy Division oraz klimat serialu "Miasteczko Twin Peaks".
  • Delikatne brzmienie gitary i fortepianu, uzupełnione smutną partią skrzypiec i dźwiękami klarnetu, tworzą fantastyczną przestrzeń dla obojga wokalistów. Sennie snująca się melodia i podniosła wokaliza wprowadzają słuchacza w o połowę krótszy "Descent Into Blindness", w którym stopniowo narasta napięcie – wyciszenie ustępuje miejsca post metalowym eksperymentom i gitarowo-perkusyjnej galopadzie. Na pierwszy plan wysuwa się natomiast przepiękna solówka na skrzypcach, która z minuty na minutę nabiera intensywności.

    Ciekawa, momentami budząca lęk partia klawiszy i dodatek instrumentów perkusyjnych to charakterystyczne elementy hipnotyzującego "Behold! The Final Scream", który w drugiej części nabiera rozpędu i atakuje słuchacza agresywnymi gitarowymi przesterami. Po nich następuje moment refleksji w najkrótszym, singlowym "Covered In Blood From Invisible Wounds", gdzie atmosferę budują szmery miotełek pocierających o perkusyjne talerze oraz przepiękna partia skrzypiec.

    Piąta kompozycja, to absolutne dzieło sztuki, którego nie powstydziłby się sam Michael Gira, a zarazem stanowiące poważną konkurencję w wyścigu o najbardziej eksperymentalny utwór 2018 roku dla prawie siedemnastominutowej kompozycji "Ugly And Vengeful" Anny von Hausswolff (recenzja tu). "Forgive Yourself And Let Go" wprowadza w trans niespiesznie snującą się fortepianowo - smyczkową melodią, której towarzyszy brzmienie instrumentów perkusyjnych. Atmosfera napięcia spowodowana głównie gitarowymi sprzężeniami narasta z minuty na minutę, by w punkcie kulminacyjnym osiągnąć szczyt intensywności, a następnie przynieść słuchaczowi chwilę wytchnienia. Album wieńczy siedmiominutowy utwór tytułowy, który poza ulotną melodią dominujących na płycie instrumentów zachwyca podniosłym, mistycznym chóralnym śpiewem dobiegającym jakby z zaświatów.

    Muzycy Wrekmeister Harmonies koncertowali już w Polsce kilkukrotnie i są coraz bardziej rozpoznawalni w naszym kraju, szczególnie po doskonałym występie podczas ubiegłorocznej edycji katowickiego Off Festivalu.

autor: Aleksandra Olcia Wojcińska

tagi: Wrekmeister Harmonies

...

patronaty



partnerzy