logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
STEVEN WILSON
Łódź, Wytwórnia
8.04.2015
  • O tym, że Steven Wilson od lat ma w naszym kraju zagorzałych fanów nikogo nie trzeba przekonywać, dlatego nie dziwi fakt, iż podczas środowego koncertu sala łódzkiego klubu Wytwórnia była wypełniona praktycznie po brzegi. Lokalizacja koncertu była szczególna, gdyż to właśnie tu w 2010 roku miał miejsce ostatni, jak do tej pory, polski koncert Porcupine Tree.

    Steven, wraz z zespołem, skoncentrował się na promocji płyty „Hand. Cannot. Erase” i dzięki temu mogliśmy wysłuchać niemal wszystkich kompozycji zawartych na tym albumie poza utworem „Transience”. Sam koncert poprzedziło intro w postaci filmu przedstawiającego jedno z poznańskich blokowisk z wielkiej płyty. Pięć pierwszych utworów zostało odegranych w takiej samej kolejności jak na płycie.

    Najbardziej poruszającym momentem całego wczorajszego występu Stevena Wilsona było wykonanie „Routine”, któremu w tle towarzyszyła niezwykła animacja przedstawiająca samotną kobietę, której dwójka synów zginęła w szkolnej strzelaninie. Przed zaprezentowaniem tego utworu Steven zapowiedział, że ta kompozycja oraz „Perfect life” są jego ulubionymi z ostatniego albumu. Wspomniał także, że wspierająca go wokalnie w tym utworze Ninet Tayeb spodziewa się dziecka, dlatego będzie musiał radzić sobie sam podczas jego wykonania.

    W ogóle Wilson podczas koncertu z łatwością nawiązywał kontakt z publicznością, zdarzało mu się żartować np. gdy wspomniał o tym, że w Polsce jest tanio i to przesądziło o wyborze Poznania jako miejsce na nagranie wizualizacji towarzyszącej obecnej trasie koncertowej. Z kolei przed wykonaniem „Harmony Korine” Steven poinformował, że ten utwór to w pewien sposób powrót do dzieciństwa i jego ukłon w stronę sceny shoegaze’owej, a zwłaszcza zespołu Cocteau Twins. Pewnym zgrzytem było dwukrotne zwrócenie uwagi po wykonaniu „Regret#9” i po „Lazarus” przez Stevena Wilsona osobom robiącym zdjęcia i nagrywającym koncert o zaprzestanie tego, gdyż w ten sposób przeszkadzają muzykom.

    Oczywiście dwugodzinnego koncertu Steven nie mógł zapełnić wyłącznie repertuarem z ostatniego albumu. Dlatego mogliśmy usłyszeć po jednym utworze z jego poprzednich solowych płyt, czyli „Insurgentes” oraz „Grace For Drowning”, natomiast z przedostatniego albumu „The Raven That Refused to Sing (And Other Stories)” mogliśmy wysłuchać dwóch kompozycji: „The Watchmaker” oraz „The Raven That Refused To Sing”, które to zostały wykonane podczas bisów. Warto dodać, że zasadniczą część koncertu została spięta klamrą, gdyż występ, przed bisami, zakończyła miniatura „Ascendant Here On...” wieńcząca płytę „Hand. Cannot. Erase”. Artysta nie zapomniał także o dorobku Porcupine Tree i mogliśmy wysłuchać: „Lazarus” (przed wykonaniem, którego Steven wspominał o dzieciństwie) oraz zagranym na bis z ogromną werwą „Sleep Together”.

    Trzeba przyznać rację tym, którzy twierdzą, że koncerty Wilsona nie są zwykłym koncertem rockowym. Są to po prostu spektakle, w których oprócz dźwięków równie istotną rolę odgrywa odpowiednie ustawienie świateł i wizualizacji pojawiających się na ogromnym ekranie.
  • Praktycznie przez cały czas trwania koncertu, a także po jego zakończeniu były wyświetlane animacje, klipy (np. do „Perfect life”, „Index”, „The Raven That Refused To Sing”) wizualizacje – obraz polskich blokowisk pojawiających się na początku koncertu robił niesamowite wrażenie. Oprócz animacji do „Routine” ogromne wrażenie robiły wizualizacje do zagranego jako pierwszy bis „Zegarmistrza” – na półprzezroczystej kotarze oddzielającej zespół od widowni wyświetlane były niesamowite obrazy doskonale współgrające z muzyką. Wspomniana kotara efektownie spadła po wykonanym na bis „Sleep Together”.

    Występ Stevena w Łodzi to niewątpliwie ogromne wydarzenie nie tylko muzyczne, ale artystyczne, lecz do tego Wilson już nas zdążył przyzwyczaić i nadal wysoko ustawia sobie poprzeczkę.
autor: Arkadiusz Meller, rockserwis.fm

tagi: STEVEN WILSON / HAND CANNOT ERASE / ŁÓDŹ / WYTWÓRNIA / PROG ROCK

...

patronaty



partnerzy