logo
matecznik dźwięków niebanalnych
 
 
Recenzje
SUPERSONIC BLUES MACHINE
Californisoul
27.10.2017
  • Przyznam, że nazwa Supersonic Blues Machine nie mówiła mi kompletnie nic. Tym bardziej zdziwiony byłem, gdy zobaczyłem listę gości na drugim albumie tej formacji – wydanej pod koniec października płycie Californisoul. Sprawdziłem następnie, kto ukrywa się za tą przydługą nazwą, bo przecież było wiadomo, że na pewno nie jest to zespół złożony z nieznanych muzyków. No i szybko się wyjaśniło. Gitara i wokal – Lance Lopez, czyli dość znany, ceniony bluesrockowy wymiatacz ze sporym doświadczeniem. Bas – chyba najmniej rozpoznawalny w tym towarzystwie w naszym kraju włoski basista, organista i producent Fabrizio Grossi. Za perkusją zaś jeden z najbardziej cenionych „sesyjnych” w branży, Kenny Aronoff, który nagrywał i koncertował z takimi sławami jak Tony Iommi, Glenn Hughes, Chickenfoot, John Mellencamp, Jon Bon Jovi, Bob Dylan, Belinda Carlisle, John Fogerty czy Iggy Pop. Czyli skład zdecydowanie niegwiazdorski, ale na poziomie i ze znajomościami.

    Na płycie Californisoul znajdziemy 13 w większości dynamicznych, bogato zaaranżowanych numerów w stylu blues-rocka z elementami R&B czy nawet momentami reggae. Główny kompozytor materiału, Grossi, opisał tę płytę jako „soundtrack do letniej samochodowej podróży z Los Angeles do San Francisco w 1971 roku”. To całkiem nieźle oddaje charakter muzyki zawartej na tej płycie. Jest słonecznie, rytmicznie, pozytywnie. Piętno na poszczególnych kompozycjach na pewno odcisnęli także goście. A właśnie, wspominałem o nich, ale nie rozwinąłem tematu. W dużej mierze są to te same nazwiska, co na albumie pierwszym, wydanym w 2016 roku West of Flushing, South of Frisco. Po pierwszych sekundach Broken Heart można odnieść wrażenie, że numer brzmi podejrzanie jak ZZ Top. Nie zdziwi zatem obecność w tym nagraniu Billy’ego Gibbonsa. Swoją gitarą zachwyca także jak zwykle Walter Trout, który pojawia się w bluesidle What’s Wrong. Steve Lukather pojawia się w Hard Times, więc można spokojnie rozsiąść się w fotelu, zamknąć oczy i zachwycać się. Goście gośćmi, ale w The One o dziwo gościnnie nie pojawia się Carlos Santana (ani nikt inny), choć ten numer spokojnie mógłby znaleźć się na jednej z jego płyt „duetowych”. Z kolei The Stranger nie byłoby nie na miejscu na którejś z ostatnich solowych płyt Glenna Hughesa, choć ten tu także się nie pojawia. Kapitalnie sprawdzają się żeńskie chórki w Thank You, które wprowadzają jeszcze tę odrobinę więcej „oldschoolowego” klimatu. No i nie mogę nie wspomnieć o fantastycznie wręcz chwytliwym Am I Done Missing You, przy którym trudno usiedzieć spokojnie. Większość utworów to, jak już wspominałem, rzeczy dynamiczne, z mocnym rytmem. Ale zdarzają się chwile odpoczynku, jak świetnie bujające Cry czy wspomniane już What’s Wrong.


  • Californisoul to płyta, która przede wszystkim kapitalnie brzmi i na pewno umili niejedną krótszą lub dłuższą podróż, tak zimą, jak i latem, choć pewnie w połowie roku będzie pasowała znacznie lepiej. Oczywiście trudno doszukiwać się tu czegokolwiek przełomowego, ale panowie tną aż miło, zaś znane nazwiska pojawiające się w niektórych kompozycjach stanowią dodatkowy smaczek. W materiałach promocyjnych przeczytałem takie zdanie: „Zainteresujecie się tą płytą dzięki gościom, ale będziecie do niej wracać dzięki kapitalnej muzyce”. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem. Nawet jeśli legendarni kumple przyciągają uwagę i prezentują się kapitalnie, to na nic by się to zdało, gdyby materiał bazowy był przeciętny. Ale trio SBM ma nie tylko sławnych przyjaciół, ale i spore umiejętności i „czuja”, dzięki czemu świetnie brzmią nie tylko numery z udziałem „znanych nazwisk”, ale i te, w których nikt nie ma szans przyćmić muzyków grupy. Do tych dźwięków po prostu chce się wracać, nawet jeśli wszystko to gdzieś już słyszeliśmy.

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: SUPERSONIC BLUES MACHINE / CALIFORNISOUL / STEVE LUKATHER / WALTER TROUT / BILLY GIBBONS / RECENZJA /

...

patronaty



partnerzy