logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
MICK MOSS
Progresja, Warszawa
22.03.2015
  • Kilka dni temu w warszawskiej Progresji wystąpił współzałożyciel, wokalista i zarazem gitarzysta Antimatter, który można śmiało nazwać zespołem grającym najsmutniejszą muzykę na świecie.

    Występ Micka Mossa poprzedził support – rodzimy duet Stefski and Hutch, który wykonując akustyczne utwory, śpiewane po angielsku, dość dobrze wprowadził słuchaczy w atmosferę występu Anglika. Mick w czasie swojego blisko dwugodzinnego występu przedstawił, o ile dobrze zapamiętałem, 20 utworów. Wystrój sceny był na wskroś minimalistyczny – dekorację stanowiły wyłącznie statyw, mikrofon i pulpit. Zero ozdób czy prezentacji multimedialnych. Rządziła gitara akustyczna, wykorzystywane od czasu do czasu efekty i głos.

    Mogliśmy wysłuchać jego autorskich wersji utworów z repertuaru grupy Antimatter, jak i innych ważnych dla niego zespołów – zresztą od interpretacji beatlesowskiego „Eleanor Rigby” rozpoczął się cały koncert. Na szczególną uwagę zasługują jego interpretacje takich utworów jak: „Another Brick in the Wall” (przed wykonaniem tego utworu zapowiedział, że z pewnością znamy ten utwór i go wspomożemy, a gdy nadeszła partia śpiewana przez dzieci zażartował, że szkoda, że nie ma tu chórku szkolnego), „Whole Lotta Love”, „Big in Japan”, „The Thief”, „The Power of Love” (utwór ten kończył część zasadniczą koncertu), „Working Class Hero” – wykonaniem tego lennonowskiego klasyka zakończył bisy i cały występ. Nie zabrakło także repertuaru Antimatter – najbardziej urzekło mnie niezwykle przejmujące wykonanie „Leavin Eden”.

    Mick dał się poznać jako osoba wręcz tryskająca humorem (szczególnie było to widoczne, gdy bodaj dwukrotnie przydarzyło mu się pomylić – to właśnie takie niespodziewane sytuacje dodają uroku koncertom), pozbawiona wszelkich cech gwiazdorstwa – po zakończonym koncercie z chęcią pozował do zdjęć, rozdawał autografy i wdawał się w dyskusje.

    Ten niezwykle intymny, nastrojowy koncert należy uznać za niezwykle udany (nagłośnienie było wręcz idealne, podobnie zresztą jak światła). Szkoda jedynie, że na to wydarzenie pofatygowało się niewiele ponad 50 osób.
autor: Arkadiusz Meller, rockserwis.fm

tagi: MICK MOSS / ANTIMATTER

...

patronaty



partnerzy