logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
THE WEIGHT
The Weight
17.11.2017
  • Austriacki kwartet The Weight zadebiutował trzy lata temu bardzo udaną EP-ką Keep Turning. Potem to samo wydawnictwo ukazało się w wersji rozszerzonej z nagraniami koncertowymi, ale na nową muzykę w wersji studyjnej od muzyków z Wiednia trochę się naczekaliśmy. Ale jest! W połowie listopada panowie w końcu zaprezentowali światu swojego pierwszego długograja. I było na co czekać, oj było! The Weight udowadniają tu, że są jednym z najbardziej obiecujących zespołów rockowych w Europie. Poważnie!

    Na album zatytułowany po prostu The Weight składa się dziesięć numerów trwających w sumie 46 minut. Powtórek niemal brak – tylko jeden utwór znalazł się wcześniej w wersji koncertowej na rozszerzonej wersji EP-ki. Panowie prezentują tu bardzo różnorodne rockowe granie. Każdy fan dobrego, ciepłego rockowego brzmienia znajdzie tu coś dla siebie. Startują z trzema krótkimi, dynamicznymi numerami, które szybko stawiają na nogi i ustawiają poziom energii bardzo wysoko. Z tego tria wyróżnia się przede wszystkim singlowe Trouble, które natychmiast wpada w ucho dzięki chwytliwemu refrenowi (i cieszy oko, bo teledysk jest fantastyczny). Jeśli jednak po tych trzech utworach ktoś pomyślał, że cała płyta będzie się składała z takich właśnie szybkich, niezbyt skomplikowanych rzeczy, to kolejne utwory wyprowadzają z błędu. Panowie z The Weight doskonale wiedzą, jak budować dłuższe numery. Jam to nieco łagodniejsze brzmienie, pięknie nasączone organami. Całość bezbłędnie oddaje klimat klasycznego rocka wczesnych lat 70. Partia gitary obłędna! Z kolei w A Good Thing jest coś hipnotycznego i mistycznego wręcz – a przede wszystkim po kilku mocnych numerach jest wyciszenie i dowód na to, że grupa nie musi wcale grać bardzo głośno i bardzo dynamicznie, żeby wyszło z tego coś ciekawego. W dodatku numer kapitalnie się rozwija. To i tak jednak ledwie przygrywka do absolutnie najlepszej kompozycji na albumie – niemal dziewięciominutowego Hammer, Cross & Nail, które powala brzmieniem organów, subtelnym początkiem i kapitalnym mieszaniem klimatów. To absolutnie jeden z najlepszych rockowych numerów wydanych w 2017 roku – pierwszy klasyk w mam nadzieję długiej i udanej karierze tej grupy.

    Jeśli ten zespół w ciągu kilku lat nie stanie się sporą siłą na europejskiej scenie rockowej, to znaczy, że ludzie naprawdę nie mają bladego pojęcia o muzyce. Nie mówię tu o mainstreamie i wielkim sukcesie komercyjnym. Nie mam złudzeń. Ale podbój scen klubowych powinien być formalnością. Ci goście są cholernie dobrzy. Niby nie wprowadzają do muzyki rockowej niczego nowego, ale też trudno wskazać konkretne podobieństwa do kogokolwiek z wielkich. Brzmią fantastycznie i ja jestem już całkowicie kupiony po tej jednej płycie. Jeśli lubicie klasyczne blues/hardrockowe klimaty z kapitalnym współbrzmieniem gitary i organów/fortepianu, nie ma takiej możliwości, żeby ta płyta nie przypadła wam do gustu.
  • Nie przypadła? KŁAMIESZ!

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: THE WEIGHT / RECENZJA /

...

patronaty



partnerzy