logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
MEW
Gdańsk, Klub B90
29.11.2017
  • Indie rock, zwany również rockiem alternatywnym i niezależnym to, jak większość często sztucznie tworzonych gatunków muzycznych, określenie bardzo pojemne i nieprecyzyjne, którego znaczenie zmienia się w zależności od grupy odbiorców. Na przełomie XX i XXI wieku ta odmiana rocka przeżywała szczyt popularności za sprawą takich brytyjskich zespołów jak Coldplay, Muse, Bloc Party, Arctic Monkeys, Franz Ferdinand czy Radiohead. Ich odpowiedniki powstawały oczywiście także w innych państwach na świecie. Kraje północnej Europy reprezentuje niewielu przedstawicieli tego nurtu, jednakże w Danii funkcjonuje do dnia dzisiejszego trio Mew, które 29 listopada odwiedziło gdański klub B90, w ramach promocji najnowszej płyty "Visuals".

    Przez ponad dwadzieścia lat działalności Duńczycy zarejestrowali siedem albumów studyjnych. Popularność na starym kontynencie przyniosła im trzecia płyta - "Frengers" oraz wspólna europejska trasa koncertowa z zespołem REM. Obecnie jednak o muzykę zespołu niełatwo w rozgłośniach radiowych, również tych mniej oczywistych (zespół zerwał kontrakt z wytwórnią Sony w 2013 roku i postanowił wydawać muzykę w niezależnej wytwórni Play It Again), co, poza terminem koncertu w środku tygodnia, miało niebagatelny wpływ na frekwencję w B90. Poznańska agencja Go Ahead, która zorganizowała środowy koncert w Gdańsku nie spodziewała się chyba jednak aż tak małego zainteresowania. Mieszczący półtora tysiąca fanów muzyki stoczniowy klub, który są w stanie zapełnić zespoły niekoniecznie "pierwszoligowe", odwiedziło ledwie niecałe sto osób, które bez problemu pomieściły się na małej scenie, używanej jedynie w trakcie imprez festiwalowych, takich jak Soundrive Fest czy Smoke Over Dock.

    Ci jednak, którzy zdecydowali się na udział w koncercie zdecydowanie nie mieli czego żałować. Kameralna sala umożliwiła wręcz bezpośredni kontakt z artystami. Członkowie zespołu, jak na typowych Skandynawów przystało, są raczej introwertykami, jednak tego wieczoru dali się ponieść muzycznej energii, czerpiąc radość ze wspólnego grania, skacząc po scenie, uśmiechając się do siebie i ze wzruszeniem dziękując słuchaczom za bardzo ciepłe przyjęcie. Koncertowy skład Mew to pięciu muzyków - poza wokalistą, basistą i perkusistą stanowiącymi trzon zespołu, na żywo wspierają ich również klawiszowiec i gitarzysta.

    Panowie zaprezentowali nieco ponad godzinną, szesnastoutworową prezentację swojej twórczości, a wśród wykonanych utworów nie zabrakło najważniejszych kompozycji z całej dyskografii, takich jak charakteryzujący się fenomenalną wokalizą Jonasa Bjerre "Zookeeper's Boy", skoczny, gitarowy "Am I Wry? No", mieniący się paletą klawiszowych barw "Satellites", a także brawurowo zagrany na zakończenie, nastrojowy "Comforting Sounds". Pojawiły się również utwory z najnowszego wydawnictwa, na czele z przepiękną balladą "Carry Me To Safety" oraz tanecznym "Twist Quest".

  • Wokalista Mew dysponuje niezwykłą wrażliwością oraz oryginalną, ocierającą się o falset barwą głosu, która dodaje kompozycjom zwiewności i wyróżnia je na tle innych, podobnych pop-rockowych piosenek. Mimo wykorzystywania w ostatnich latach w dużej mierze brzmień popowo-elektronicznych, zespół wciąż gra indie rocka, ubarwionego gdzieniegdzie elementami progresywnymi, takimi jak narastanie napięcia oraz gitarowe solówki. Większa liczba skocznych dźwięków w najnowszych utworach, miała jednak znaczący wpływ na charakter koncertu, przepełnionego dość jednostajnymi uderzeniami perkusji i jednorodnym brzmieniem basu. Ze względu na nieco gorszą akustykę mniejszej sali klubu B90, niestety mniej słyszalne były klawiszowe partie oraz wokal. Dopiero w momentach, w których sekcja rytmiczna schodziła na dalszy plan, robiło się zdecydowanie bardziej klimatycznie - wyciszenie pozwalało na wyeksponowanie kompozycyjnych smaczków oraz tekstów utworów, traktujących o próbach odnalezienia się jednostki w społeczeństwie, uczuciowych rozterkach, tęsknocie za dzieciństwem, a także konieczności docenienia życia "tu i teraz". Wyjątkowości dodały scenicznym wykonaniom barwne, bajkowe wizualizacje, które w połączeniu z głosem Jonasa pozwoliły zapomnieć o codzienności i przenieść się w krainę wspomnień. Na szczególną uwagę zasługuje jednak utwór będący zwieńczeniem wieczoru - progresywny, nostalgiczny i absolutnie porywający "Comforting Sounds".

    Od czasu mojej intensywnej fascynacji muzyką indie minęła już prawie dekada. Mimo, że jestem obecnie na zupełnie innym etapie muzycznej drogi, warto było wybrać się w środę do B90. Duńczycy zaprezentowali solidny, dobry występ, który spodobał się zarówno entuzjastycznie reagującej młodszej części publiczności, lecz także słuchaczom z dłuższym muzycznym stażem, którzy mogli tego wieczoru powrócić wspomnieniami do lat dzieciństwa.
autor: Aleksandra Olcia Wojcińska

tagi: MEW

...

patronaty



partnerzy