logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
ARCHIVE
Gdańsk, Klub B90
4.11.2017
  • Sobotni wieczór to idealny moment, by poobcować trochę z kulturą i wybrać się na przykład na koncert. Tak pomyślało około półtora tysiąca osób, które zjawiły się w pierwszy weekend listopada w B90, by podziwiać na scenie gdańskiego klubu zespół Archive - jednego z głównych, obok Massive Attack i Portishead, przedstawicieli trip-hopu. Brytyjczycy są pewnego rodzaju fenomenem w branży muzycznej - mimo ponad dwudziestu lat działalności i wydania jedenastu albumów studyjnych, wciąż nie zyskali należytego uznania w swojej ojczyźnie. Cieszą się za to ogromną popularnością w Europie Kontynentalnej, z Polską i Francją na czele.


    Od czasu ukazania się legendarnego już singla "Again" zespół odwiedza nasz kraj regularnie, w ostatnich latach przynajmniej raz w roku. Gdański koncert zapoczątkował drugą część trasy promującej zeszłoroczny album, który podzielił fanów, ze względu na odejście od gitarowego brzmienia na rzecz bardziej elektronicznego oraz rezygnację ze współpracy z wokalistkami. W listopadzie 2016 roku miała miejsce część pierwsza trasy "The False Foundation Tour", podczas której brytyjczycy zawitali na szczelnie wypełniony sympatykami klimatycznych dźwięków warszawski Torwar oraz do poznańskiej hali MTP2. Pomimo tak wielu wizyt w Polsce fani zespołu nie sprawiają wrażenia zmęczonych występami muzyków i nadal licznie przybywają na koncerty. Nic w tym jednak dziwnego, ponieważ każdy koncert Archive to gwarancja dźwiękowego oraz wizualnego widowiska na najwyższym poziomie.


    W porównaniu z zeszłorocznymi występami w tegoroczną trasę wyruszył pomniejszony, siedmioosobowy skład, bez zjawiskowej wokalistki Holly Martin (Maria Q nie przyjechała już rok temu), co spotkało się z dezaprobatą znacznej części męskiej publiczności. W związku z nieobecnością pań zmianie uległa koncertowa setlista - w zamian za trochę już osłuchane podczas ostatnich tras utwory z płyt "Restriction" i "With Us Until You're Dead", fani mieli możliwość usłyszeć najpopularniejsze w facebookowym głosowaniu rarytasy sprzed lat, takie jak brawurowo wykonane przez Dave'a Pena i wspierających go spod sceny fanów "Fuck You", energetyczne, porywające do tańca "Sane", nostalgiczne "Headlight" i "Empty Bottle", akustyczną, skróconą wersję "Lights" oraz post rockową, rozbudowaną wersję "Numb", wieńczącą wieczór. Oczywiście nie mogło także zabraknąć pokaźnej reprezentacji ostatniego albumu grupy, z którego wybrzmiało aż siedem kompozycji, w tym fenomenalnie zaśpiewane przez Pena "Blue Faces" na zakończenie podstawowego setu, jak również zawsze owacyjnie nagradzanych oklaskami "Bullets" i "Controlling Crowds".


    Jak zawsze o sile brzmienia kolektywu stanowili Danny Griffiths oraz Darius Keller, prezentujący się po bokach sceny, za instrumentami klawiszowymi opatrzonymi nowym zespołowym logo. Dwóch założycieli Archive to jednocześnie dwa sceniczne przeciwieństwa - podczas gdy Darius żywiołowo zagrzewał publiczność do interakcji, Danny skupiony był na dokładnym wykonywaniu swoich partii.
  • Pośrodku natomiast błyszczeli Dave Pen i Pollard Berrier, wspierając się wokalnie oraz obsługując na zmianę gitary i elektroniczne instrumenty perkusyjne. To również dwie kontrastujące ze sobą osobowości - żywiołowy długowłosy Pollard, ubrany w czarną pelerynę i kapelusz oddawał się żywiołowym tańcom zdecydowanie bardziej niż krótkowłosy melancholijny Dave, który postawił na moc przekazu, koncentrując się na brzmieniu swojego głosu i jak najlepszym przekazaniu emocji. Muzykom w dalszej części sceny towarzyszyła fantastyczna sekcja rytmiczna.


    Archive w wersji "na żywo" to gwarancja jakości, co dla stałych bywalców koncertów zespołu nie jest żadnym zaskoczeniem. Dzięki temu, że muzycy podróżują z własnym inżynierem dźwięku, występ był perfekcyjnie nagłośniony, brzmiał potężnie i potencjał akustyczny klubu B90 wykorzystano w pełni. Sam set został precyzyjnie wyreżyserowany i wykonany, a poszczególne utwory opatrzono nowymi, genialnymi przestrzennymi wizualizacjami, podkreślającymi treść kompozycji, które mimo że nagrywane były w różnym czasie, połączyły się w spójną, niespełna dwugodzinną opowieść o współczesności, postępie technologicznym i problemach jednostki próbującej odnaleźć się w przytłaczającej rzeczywistości. Zaprezentowany został solidny, przekrojowy zestaw piętnastu utworów, doskonale łączący hipnotyzującą elektronikę z rockową energią. Zespół słynie z tego, że potrafi wprowadzić słuchaczy w marazm, a następnie jednym uderzeniem czy zmianą tempa wybudzić ich z transu. Nie inaczej było tym razem.
    Archive to zespół całkowicie samowystarczalny, który potrafi dobrze zaprezentować się właściwie w każdych warunkach. Jedyne czego zabrakło w B90 to obecnej na zeszłorocznych występach białej "kurtyny" złożonej z misternie utkanych, pionowo zwisających z sufitu tuż przed sceną sznureczków, na których wyświetlały się wizualizacje, tworząc niepowtarzalny efekt zamknięcia zespołu w klatce, co bardzo trafnie symbolizowało tematykę "The False Foundation".


    Z pewnością wielu obecnych tego wieczoru słuchaczy w B90 będzie miało zastrzeżenia do muzyków
    o bardzo ograniczony kontakt z publicznością, a w zasadzie jego brak. Zespół przywitał się z fanami dopiero po wykonaniu połączonych ze sobą czterech utworów z ostatniego wydawnictwa, po czym na zakończenie koncertu pożegnał ukłonem i szczerym "dziękuję". Wielu fanów oczekuje od swoich idoli zdecydowanie większej interakcji, jednakże niekiedy wystarczą spojrzenia, uśmiechy i niesamowity klimat występu, by poczuć całkowitą satysfakcję z uczestnictwa w wyjątkowym wydarzeniu. Liczą oni także na to, że za każdym razem usłyszą największe przeboje (nie było "Again" i "You Make Me Feel") i w momencie, gdy nie pojawią się one w zaplanowanym zestawie, są bardzo niepocieszeni.
  • Z drugiej jednak strony każdy otwarty na nowe brzmienia słuchacz wyszedł z koncertu zadowolony.


    Wspomnieć warto jeszcze o jednej rzeczy - poza inżynierem dźwięku zespół zatrudnia własnego fotografa, który dokumentuje szczegółowo każdą trasę koncertową, a także kamerzystę, odpowiedzialnego za nagranie wszystkich występów. Przez cały czas trwania koncertu w pobliżu sceny znajduje się sprzęt dokumentujący poczynania zespołu, a fotograf, oprócz obsługi aparatów zajmuje się także transmitowaniem na żywo wybranych fragmentów koncertu i udostępnianiem ich na portalu społecznościowym. Jest to sytuacja na granicy paradoksu, gdyż zespół, którego twórczość jest w pewnym sensie krytyką i próbą zrozumienia współczesnej wizji świata opartej na "kontroli ludzkich umysłów" sam wpadł w cywilizacyjny wir i dał się porwać technologicznej manipulacji. A może to celowe działanie? O tym z pewnością przekonamy się podczas kolejnej trasy Archive, podczas której Brytyjczycy miejmy nadzieję zawitają też do Polski.
autor: Aleksandra Olcia Wojcińska

tagi: ARCHIVE

...

patronaty



partnerzy