logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
ANATHEMA
The Optimist
9.06.2017
  • Nie da się ukryć, że „optymistyczny” to jedno z ostatnich określeń, jakich użylibyśmy w kontekście muzyki brytyjskiej formacji Anathema. Grupa ta wyrosła na prawdziwych mistrzów melancholijnej progresji w ostatnich kilkunastu latach. Tyle, że coraz częściej miałem wrażenie, że na ostatnich płytach formacja wpadła w pewną pułapkę powtarzalności. Mało było na nich świeżych pomysłów, większość utworów oparta była na replice pomysłów znanych z kilku poprzednich wydawnictw. Kwintesencja regresywnej progresji? Przy okazji recenzji Distant Satellites – poprzedniczki The Optimist – pisałem, że potrzebna jest odważna zmiana. Na okładce mamy światło. Może to być światełko w tunelu. Ale światełko w tunelu może też oznaczać, że pędzi w twoją stronę pociąg. No dobrze, w tym przypadku samochód. To w końcu fani mają powody do optymizmu czy nie do końca?

    Stawianie sobie samemu pytań, na które nie potrafi się odpowiedzieć, nie świadczy chyba o psychice człowieka zbyt dobrze. Ale ja naprawdę nie jestem w stanie stwierdzić czy ta płyta mi się podoba. Potrafię za to odpowiedzieć na pytanie czy coś zmienili. I tak, i nie. Hmm… czyli w sumie nie potrafię. Ale faktycznie jest trochę elementów jeśli nie nowych, to przynajmniej bardziej wyeksponowanych niż na poprzednich płytach. Elektronika, z którą flirtowali (średnio udanie według mnie) na Distant Satellites), tu pojawia się kilkukrotnie, choćby w bardzo dynamicznym rozpoczęciu płyty zatytułowanym Leaving it Behind, dość ciekawym, ale zmierzającym donikąd San Francisco czy klimatycznym, prowadzonym przez prosty motyw klawiszowy Wildfires. Nie zdominowała tych utworów, ale wnosi do nich pewną świeżość, nowy wymiar. To oczywiście nie oznacza, że nagle nie rozpoznamy tu w ogóle Anathemy z płyt poprzednich. Utwór tytułowy co prawda jest chyba momentami trochę oszczędniejszy aranżacyjnie, może nie aż tak przesycony dźwiękami, ale jak już się rozkręca i wchodzi efektowna gitara, to choćbyśmy nagle zapomnieli czyjej płyty słuchamy, numer ten natychmiast nam przypomni. Podobnie pierwszy singiel, Springfield, czy nieco rzewne, nasączone podniosłymi orkiestracjami Endless Ways, śpiewane charakterystycznym głosem Lee Douglas. To kompozycje, które czerpią mocno ze sprawdzonej przez zespół od dawna formuły, ale robią to w całkiem udany sposób. Pojawiają się jednak i inne klimaty. W Can’t Let Go robi się niemal nowofalowo, zaś w Close Your Eyes mamy absolutnie kapitalny, lekko jazzujący motyw w drugiej części.

    ...
    Więcej na blogu: MUZYCZNY ZBAWICIEL ŚWIATA

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: ANATHEMA

...

patronaty



partnerzy